Zbiór listów z emigracji i z wojska

Zdjęcie przedstawia zbiór listów: pisanych ręcznie oryginałów oraz ich wersje przepisane na maszynie. Po lewej stronie kadru widać dłoń w rękawiczce przewracającą strony. Więcej informacji o obiektach w artykule. Zdjęcie przedstawia zbiór listów: pisanych ręcznie oryginałów oraz ich wersje przepisane na maszynie. Po lewej stronie kadru widać dłoń w rękawiczce przewracającą strony. Więcej informacji o obiektach w artykule.

Na pierwszy rzut oka mamy wrażenie, że to obłożony w szary papier zeszyt, zbliżony do formatu a4. Na okładce widnieje odręczna adnotacja: Zbiór listów ludowych z okolic Krakowa, zgromadzonych przez Jana Matysika. A w środku? Ozdobna papeteria, pozyskane nie wiadomo skąd kartki i karteluszki (w linie lub gładkie), wycinanka (serwetka?) – kawałki odręcznie zapisanego papieru wciśnięte między kartki maszynopisu. Każdy rękopis ma swój wystukany na maszynie odpowiednik. Ktoś przygotowujący ten zbiór nie tylko listy przeczytał, ale i przepisał.

Dla dzisiejszych czytelników to ogromne ułatwienie. Odwykliśmy od rozszyfrowywania liter kreślonych indywidualnym stylem, zależnym od nawyków (lub braku przyzwyczajenia) prowadzącej pióro czy ołówek ręki (długopis zostanie wynaleziony zostanie dopiero w 1938 r., listy pochodzą z pierwszej dekady XX wieku). Nie zawsze musiała to być ręka autora–nadawcy, bo umiejętność pisania nie była w tamtych czasach powszechna. Podobnie było z czytaniem, więc możemy zakładać, że część odbiorców korespondencji znała treść tylko słyszenia. Z czasem być może na pamięć. Na pewno ułatwiały to stosowane przez autorów powtarzane formuły i rymy, ale chyba w większym stopniu emocje, towarzyszące wymianie zdań na odległość.

Dziś możemy się tego tylko domyślać, zaglądając na chwilę do cudzego życia. Miłosne wyznania sąsiadują tu z zapewnieniami o przesłaniu gotówki (udający się na emigrację znosili trudy rozstania nie tylko po to, by się dorobić, także by zapewnić lepsze życie pozostawionej w domu rodzinie – wciąż tak jest), zapewnienia o dobrym zdrowiu, z pozdrowieniami przekazywanymi krewnym, sąsiadom, dołączanymi także przez innych emigrantów, którzy z jakiegoś powodu nie mogli napisać do swoich bliskich (a może także pisali, ale chcieli skorzystać z każdej okazji przesłania kilku słów). Wszystkie listy łączy prośba o odpowiedź (bywa, że kilkakrotnie powtarzana), nie tak oczywistą w czasach, kiedy nikomu chyba jeszcze się nie śniła dzisiejsza wszechobecność sieci telefonicznych i internetowych. Kiedy na potwierdzenie, że ktoś pamięta, czeka, kocha, żyje, trzeba było czekać tygodniami, miesiącami.

Kilka fragmentów, pisownia oryginalna:  

List Andrzeja Bastera robotnika sezonowego napisany ze „sachsów” do siostry w Brzoskwini, 15 listopada 1908: … moje powodzenie jest dosyć dobre, ale bardzo smutne i tęsknię to jest otśrody tak mi się pszykrzy, że ni mogę so bie miejsca znaleść, wnocy spać ni mo gę, bo mi się tyl ko oto bie śni i ojadwisi i strasznie jest zaniom tęskno. Kochana sioszczyczko, jagym się zwami rozchodził z wami w Mysłowicach rozchodzył, to mi się tak pszykro zrobiło, żem nie wiedział nawet Gdzie jezdem kochana sio stro, otpisz mi, jak zajechałyście dodomu i chto wyjechał przed was do krzeszowic teras kochana sioszczyczko proszę cię odpisz mi dlaczego Jadwisia płakała Gdyśmy się rozchodzili Wmysłowicach lepiej kochana sioszczyczko, żebym był domysłowic niepojechał, bo so bie teras nimogę miejsca nigdzie z naleźć jest tak pszykro i tęskno za wami… Otpisz mi zaraz

List do Marii Malost w Morawicy lub Chrosnej od przyjaciółki na „sachsach”: Dnia 26 czerwca. Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus i Maria Matka jego Pisze ja Maniu doserca twojego ateraz dowiaduje się otwojem miłem zdrowiu i powodzeniu boja złaski Boga jestem zdrowa jagem się dowiedziała ozwojem nieszczęściu tomi było bardzo pszykro jarzem płakała bo mi dziołuchy muwiły żecie ledwo skszesili więc ja zwielkim żalem serca pisze docie bie i dowiaduje się czyś już zdrowa a teraz ci piszę kochana Marysiu, żebyś niebyła markotna zemci stąski niepszysłała zaraz bojabymci była rada posłać alem nimogła znaleś taki jak jochciała są stąski rozmajte donas to niepasują takie ale jakom kupiła toci ją posyłam w liście tocisie przyda dokoroli […] ateraz pozdrawiam krzesnomatkę krzesnoojca staska franka i wszystkich wdomu. ateraz cię prosze Manciu Pozdrów tam od nas Matusię Tatusia brońcię i mikołajka i maryśkę od ciotki i niech się nietrapią onas bomy są zdrowe a pieniędzy tam przyślemy na początku lipca Pozdrawiamy jeszcze ujną i Ujka a ty brońciu to se każ kupić mamusi korale jak przyślemy piniędzy to i tobie kupimy stąskę i pszyślemy ci ja wliście zostajcie zbogiem domiłego zobaczenia się zwami aproszę cie Mańciu jak testąskę odbieżes tomi zaraz otpis.

List robotnika sezonowego Jana Dukata (lub Dukały) ze „sachsów” do rodziny w Chrosnej powiat Kraków: Dostołu siadam Papier rozkładam Pióro wrękę Chwytam Iswami się kochana Matusiu i siostry witam. […] Najsam przot kochana i Matusiu i wy siostry dowia Duje się owaszem zdrowiu I powodzeniu ja dzięki Bogó Jestem zdrowy powodzenie moje dos dobre tylko nie Wiem czyście robili wpolu Czynie terasz kochana Matusiu odpiście mi zarasz Czywas pieniądze dosły czy Nie i ksiąszka kaścze Więcej wam niemam Co pisać tylko was posz Drawiam ponieszliczone Razy poszdrawiam was Kochana matusiu przes Co i no Mogę myśle ja łowasz Ani spać nimoge poszdrawiam Wasz kochana Matusiu przez klucze donieba rzycze Ja wam szczęścia ile wam Potrzeba Więcej nic niepisze Tylko poszdrawiam kaśke i Maryśke Kurca chanke Jasia Chelkę
Korona i Wieniec Tymu listu koniec Napocztę zanoszę odpiscie prosze.

Odpisali?

Opracowała:

Dorota Majkowska-Szajer

Opiekun obiektu:

Anna Sulich-Liga

Opiekun: Anna Sulich-Liga Zadaj pytanie o obiekt

Obiekty powiązane