Rzeźba | Mikrohistorie 7.09–27.09.2021

Treść

Zbliżenie na twarz wyrzeźbionej postaci. Zbliżenie na twarz wyrzeźbionej postaci.

Piękna, intrygująca, paskudna, przerażająca… Opinie na temat prezentowanej tutaj rzeźby są skrajne. Tym bardziej ciekawi więc, dlaczego profesor Stanisław Dubiski postanowił ją kupić i powiesić w salonie swojego domu.

Stanisław Dubiski był osobą wymykającą się wszelkim kategoryzacjom, łączył w sobie wiele pozornie odległych ról i zainteresowań. Był, między innymi, immunologiem, mikrobiologiem, farmakologiem, tłumaczem, publicystą, znawcą opery, muzyki i teatru, miłośnikiem gór, podróży, działaczem społecznym i kolekcjonerem. 

 „Mam wrażenie, że wszystko, czego dotykał, chciał poznać dogłębniej. Miał też wyjątkowe poczucie graficzne, był estetą. W nawet najstraszniejszym pięknie widział jakiś dodatkowy wymiar” – wspomina jego żona, pani Renata Jentys, z którą udało nam się skontaktować i porozmawiać dzięki panu Aleksandrowi M. Jabłońskiemu, prezesowi Instytutu Naukowego im. Oskara Haleckiego w Kanadzie, dokąd profesor Dubiski wyemigrował w latach 60. XX wieku.

Swój pięknie odrestaurowany wiktoriański dom w Toronto profesor ozdabiał maskami i rzeźbami zakupionymi podczas licznych podróży po świecie.

„Wszyscy, którzy przychodzili, byli przerażeni. Ja się ich bałam i zastanawiałam się, kiedy te maski znikną z naszego domu. Więc jak się przeprowadziliśmy do Ottawy, to zasugerowałam, żeby się zastanowił,
co z tym zrobić, bo w nowym domu nie było miejsca. I on napisał do różnych muzeów w Polsce. Wasze jako jedyne odpowiedziało”
– mówi pani Jentys.

Prezentowana tutaj rzeźba nawiązuje do stylu wypracowanego przez artystów z grupy etnicznej Makonde w Mozambiku. Obecnie ta twórczość funkcjonuje w powszechnej świadomości jako symbol sztuki całej Afryki. Jest więc produkowana na masową skalę i sprzedawana w popularnych kurortach Afryki Wschodniej.

„Mój mąż dużo podróżował z pierwszą żoną. Wiele razy byli w Afryce u swojej znajomej, która pracowała tam jako dentystka. Więc gros z tych jego przedmiotów, myślę, było tam zakupionych na rynkach lokalnych”. 

Profesor Dubiski był również działaczem społecznym. Pomógł zaaklimatyzować się w Kanadzie wielu emigrantkom i emigrantom. 

„Współorganizował specjalny kurs przygotowawczy do egzaminów kanadyjskich nostryfikacyjnych dla lekarzy, którzy znaleźli się w Kanadzie wskutek sytuacji po Solidarności.  I moja żona, która jest lekarzem, wzięła w nim udział. (…) Profesor był takim filarem dla emigrantów. Wspierał też finansowo różne akcje polonijne” – opowiada pan Jabłoński, a pani Jentys dodaje:

„Pomagał wszystkim, którym mógł. Był naprawdę bardzo pomocny na emigracji. Wiedział sam, co to znaczy się przebijać (…). To był nadzwyczajny człowiek. Delikatny i serdeczny. Dzieliliśmy się wszystkim. Znaliśmy się bardzo długo, ale późno wyszłam za niego za mąż. I nie żałuję zupełnie, bo znaleźć takiego człowieka było szalenie trudno. Nie ma takich, prawda?”.

Stanisław Dubiski odszedł w ubiegłym roku, miał dziewięćdziesiąt jeden lat.

„Mój mąż dwa lata przed śmiercią stracił wzrok. To była dla niego tragedia, dlatego że uwielbiał sztukę i czytanie. I nie mógł już sam sobie z tym poradzić. W pewnym sensie on odszedł już właśnie wtedy. Bardzo to było smutne”.


Opracowała:
 Agnieszka Marczak


O cyklu MIKROHISTORIE

Spoglądamy na przedmioty z kolekcji MEK oczami ich dawnych użytkowników. Co miesiąc rozmawiamy z inną osobą, by móc usłyszeć niewypowiedziane dotąd historie rzeczy z perspektywy ludzi, do których one należały. Powstają w ten sposób opowieści: o domu, dzieciństwie, podróżach. Innym razem: o pracy, wierze, pięknie i miłości. Mikrohistorie o życiu, po prostu.

Wybrane obiekty oraz fragmenty rozmów z ich byłymi użytkownikami można oglądać w Ratuszu na Placu Wolnica 1, bez konieczności kupowania biletu.
Opiekun: Jacek Kukuczka Zadaj pytanie o obiekt

Obiekty powiązane