Miarka kuchenna | Mikrohistorie 30.03–26.04.2021

Treść

Blaszany kubek z uchem, emaliowany na biało. Blaszany kubek z uchem, emaliowany na biało.

Oto niewielka pordzewiała miarka ze stemplami zatwierdzającymi do użytku. Dziś już nie sposób dociec, kto i do czego jej używał. Dzięki nazwisku „D. Baldinger” na znaku fabrycznym naczynko nie pozostawia nas jednak bez opowieści. Ślady prowadzą przez drzewa genealogiczne do pisarki Diane Armstrong.


Diane (w czasie okupacji Danusia Bogusławska) urodziła się w Krakowie jako córka Hirsha (Henryka), syna Daniela Baldingera, i Broni Bratter kilka tygodni przed wybuchem drugiej wojny światowej. Ponieważ byli Żydami, znaleźli się w wielkim niebezpieczeństwie. Diane, autorka pamiętnika rodzinnego pt. Mosaic. A Chronicle of Five Generations, wyjaśniła w wywiadzie poprzez Zoom, że jej ojciec przypadkiem usłyszał, że wieś Piszczac koło Białej Podlaskiej potrzebuje dentysty. „Ponieważ mój ojciec był dentystą, mieliśmy ważny powód, żeby się tam przeprowadzić. Chociaż zmieniliśmy nazwisko na Bogusławski i chodziliśmy co niedzielę do kościoła, żeby ukryć fakt, że jesteśmy Żydami, wkrótce pojawiły się plotki, a niektórzy wieśniacy zagrozili, że wydadzą nas gestapo. Fakt, że wiejski ksiądz zaprzyjaźnił się z moimi rodzicami i regularnie grał z ojcem w szachy, uratował nas – nikt nie chciał wystąpić przeciwko księdzu. Dzięki przyjaźni ojca Soszyńskiego przetrwaliśmy do końca wojny, ale rodzice opowiadali, że to tak, jakbyśmy przez trzy lata mieszkali na skraju wulkanu”.


Kilka lat po zakończeniu wojny Diane wyemigrowała z rodzicami do Australii. Zawsze uwielbiała słuchać opowieści ojca o dzieciństwie w Krakowie i jego rodzinie. „Byłam nimi zafascynowana, mieli tak ciekawe osobowości i tak różne doświadczenia przed i po wojnie. Ale nigdy nie przyszło mi do głowy, by napisać książkę, dopóki nie zmarł Avner, najstarszy brat mojego ojca. Wtedy zdałam sobie sprawę, że powinnam poznać jego ocalałe rodzeństwo, póki jeszcze żyją. Spakowałam walizki i przez sześć tygodni odwiedzałam krewnych w Polsce, Izraelu, Francji i Stanach Zjednoczonych. Nagrałam ich niesamowite historie, ale nie miałam pojęcia, co z nimi zrobić”.


W 1995 roku podczas kolejnej podróży do Polski Diane wróciła do Piszczaca. „Nie wiedziałam, czego szukam, ponieważ nikogo tam nie znałam. Po drodze pod wpływem impulsu poszłam do ratusza w Białej Podlaskiej, aby sprawdzić, czy mają jakieś informacje o Piszczacu. Recepcjonistka powiedziała mi, że jest w mieście ktoś, kto może wiedzieć coś o tej wsi w czasie wojny i podała mi adres. Drzwi otworzył starszy człowiek. Objął mnie i powiedział: »Danusiu. Wróciłaś po tak długim czasie!«. Oboje płakaliśmy”.


Tym mężczyzną był ksiądz Soszyński. Spotkanie z nim było jednym z najtrudniejszych emocjonalnie doświadczeń w życiu Diane. Podczas spotkania ksiądz wspominał traumatyczne przeżycia rodziców Diane w Piszczacu. „Nasze cudowne spotkanie było dokładnie tym, czego potrzebowałam, by napisać pamiętnik, ponieważ zdałam sobie sprawę, że Mosaic… to nie tylko moja fascynująca rodzina. Chodziło też o mnie”.


Diane nigdy nie poznała swojego dziadka. Daniel Baldinger urodził się w 1855 roku, niedaleko Nowego Sącza, ale przeniósł się do Krakowa. On i jego żona Lieba mieszkali przy ulicy Św. Sebastiana, mieli jedenaścioro dzieci – jednym z nich był ojciec Diane, Henryk. Daniel był instalatorem gazu, montował rury wodociągowe i gazowe w całym Krakowie. Kiedy miasto należało do Cesarstwa Austro-Węgierskiego, Daniel miał kontrakt na instalacje dla kolei, stracił go jednak po pierwszej wojnie światowej. Podczas późniejszego kryzysu stracił także dom. Przez pewien czas zajmował się produkcją wózków dziecięcych. Niewykluczone, że w tym czasie produkował również inne przedmioty blaszane, takie jak prezentowana tutaj miarka.


„Mój dziadek zmarł w 1938 roku, zanim się urodziłam. Chociaż nigdy go nie poznałam, ze wspomnień jego potomków dowiedziałem się, że był tolerancyjnym i religijnym człowiekiem, którego szanowali wszyscy, którzy go znali. Pomimo swoich problemów finansowych, nigdy się nie martwił, ponieważ ufał Bogu. Lieba i troje ich dzieci zginęli podczas Holokaustu, wraz z nimi sześćdziesięcioro dwoje członków ich dalszej rodziny, więc w pewnym sensie wiara Daniela w Boga została nagrodzona – oszczędzono mu tragedii, które wydarzyły się podczas wojny”.


„Byłam wzruszona, gdy dowiedziałam się, że Muzeum Etnograficzne wystawi jego miarkę, a odwiedzający MEK będą mieli okazję poznać mojego dziadka”.


Opracowała: Agnieszka Marczak


O cyklu MIKROHISTORIE

Spoglądamy na przedmioty z kolekcji MEK oczami ich dawnych użytkowników. Co miesiąc rozmawiamy z inną osobą, by móc usłyszeć niewypowiedziane dotąd historie rzeczy z perspektywy ludzi, do których one należały. Powstają w ten sposób opowieści: o domu, dzieciństwie, podróżach. Innym razem: o pracy, wierze, pięknie i miłości. Mikrohistorie o życiu, po prostu.
 
Opiekun: Agnieszka Marczak Zadaj pytanie o obiekt

Obiekty powiązane