PL EN
Ustawienia prywatności
Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej. Aby uzyskać więcej informacji i spersonalizować swoje preferencje, kliknij „Ustawienia”. W każdej chwili możesz zmienić swoje preferencje, a także cofnąć zgodę na używanie plików cookie 
na poniższej stronie.
Polityka prywatności
*Z wyjątkiem niezbędnych

Krakowska rodzina mieszczańska pozująca pod "Sadem"

Treść

Fotografia (negatyw żelatynowo-srebrowy, o podłożu szklanym), wykonana w 1926 roku w Krakowie, w okresie Bożego Narodzenia, przez nieznanego autora. Przedstawia mieszczańską rodzinę pozującą do fotografii pod "sadem" zawieszonym ponad ich głowami ( zwanym Fotografia (negatyw żelatynowo-srebrowy, o podłożu szklanym), wykonana w 1926 roku w Krakowie, w okresie Bożego Narodzenia, przez nieznanego autora. Przedstawia mieszczańską rodzinę pozującą do fotografii pod "sadem" zawieszonym ponad ich głowami ( zwanym

Na początku listopada 2023 roku w krakowskiej telewizji pojawiła się zapowiedź wystawy w Muzeum Etnograficznym pt. „Czas naświetlania / czas wywoływania. Fotografia etnograficzna z Małopolski na przełomie XIX i XX wieku.” Wystawę anonsowała m.in. fotografia z 1926 roku przedstawiająca krakowską rodzinę pozującą w mieszczańskim wnętrzu, w czasie Świąt Bożego Narodzenia. Oglądająca program Pani Elżbieta Tyralewska (z domu Czerwińska) z zaskoczeniem rozpoznała na zdjęciu swoją mamę Helenę jako kilkuletnią dziewczynkę oraz jej ciotki – Bolę i Marię. Wstrząśnięta tą sytuacją, postanowiła dowiedzieć się jak i kiedy fotografia trafiła do zbiorów muzeum.

Niestety, tego nie wiemy. Stało się to prawdopodobnie jeszcze pod koniec lat 20. XX wieku. Etnograf pozyskujący zdjęcie, a dokładnie jego negatyw na kliszy szklanej w formacie 13 x 18 cm, nie uwzględnił nazwiska autora ani portretowanych osób, podając jedynie datę, informację o miejscu powstania (Kraków) oraz tytuł: „Sad wiszący u powały”. Niewątpliwie to właśnie „podłaźniczka”, zwana również sadem, charakterystyczna ozdoba świąteczna zawieszana pod sufitem, składająca się z iglastych gałęzi lub jak w tym przypadku części choinki, była tematem najbardziej interesującym z naukowego, etnograficznego punktu widzenia i powodem włączenia tego wizerunku do muzealnego zasobu.

Tymczasem, dzięki naprawdę niezwykłemu spotkaniu z Panią Elżbietą oraz jej mężem Mieczysławem, dowiadujemy się kim były bohaterki tej wykonanej niemal sto lat temu fotografii i poznajemy fragmenty ich historii.

Sportretowane kobiety były siostrami. Po lewej siedzi Bolesława Hagno, a po prawej – Maria Motykowa. Miały jeszcze dwóch braci oraz dwie siostry, w tym Jadwigę Kudłę – matkę siedzącej pomiędzy nimi dziewczynki. Dziewczynka to właśnie mama pani Elżbiety, Helenka Kudła (1922–1988). Niestety, nie udało się ustalić kim jest towarzyszący im mężczyzna.

Ojcem dorosłych bohaterek zdjęcia był Jacenty Hagno. Wraz z żoną Agnieszką z Pawłowskich mieszkali w Paczółtowicach w gminie Krzeszowice i mieli piątkę dzieci. Po przedwczesnej śmierci żony, Jacenty Hagno przeprowadził się do Krakowa. Starsze córki, w tym Marię oddał pod opiekę sióstr zakonnych, gdzie odebrały wykształcenie, a Jadwiga została z rodziną w Paczółtowicach. Jacenty ożenił się ponownie i miał jeszcze córkę Bolesławę. Mieszkali przy ulicy Zacisze skąd Jacenty chodził do pracy na Akademii Sztuk Pięknych. Był tam portierem, a czasem też pozował jako model studentom oraz, według rodzinnych opowieści, samemu Jackowi Malczewskiemu[1]. Jacenty grywał w karty z wieloma artystami związanymi z ASP, w tym z Malczewskim właśnie. Przegrywający malarze często wypłacali się Jacentemu obrazami, które ten następnie sprzedawał w antykwariacie, by za uzyskane fundusze rozgrywać kolejne partie...

Siedząca po prawej stronie od siostrzenicy Maria, po pobycie u sióstr zakonnych, pracowała w Hotelu Pollera, gdzie zarządzała całym personelem pokojówek.

– „Jej pierwszy mąż [nazwisko nieznane] był fotografem i miał swoje stoisko na Wawelu”. – wspomina pani Elżbieta – „Zdaje się, że mieszkali na ul. Tomasza i tam też był kiedyś zakład fotograficzny, ale czy to był jego zakład, nie wiem. Po jego śmierci Maria wyszła za Emila Motykę, kapelmistrza wojskowego. Byłam raz u nich w mieszkaniu na ul. Tomasza, jeszcze jako mała dziewczynka i pamiętam stamtąd piękny parkiet, którym byłam zachwycona”.

Zastanawiamy się z panią Elżbietą czy zdjęcie zrobiono właśnie w mieszkaniu przy ul. Tomasza? Jest to bardzo prawdopodobne. I czy mężczyzna siedzący z boku to pierwszy mąż Marii, fotograf? Tego niestety nie wiadomo.

Po lewej stronie od dziewczynki siedzi efektowna, zawsze elegancka i pewna siebie Bolesława – Bola Hagno, córka Jacentego z drugiego małżeństwa. Na zdjęciu jest młodsza niż wygląda, ma ok. 19 lat. Nosi bardzo wówczas modną krótką fryzurę z grzywką. Za trzy lata będzie kandydować do tytułu najpiękniejszej Polki w pierwszych wyborach „Miss Polonia” zorganizowanych w 1929 roku z inicjatywy ówczesnych gazet. Szukano reprezentantki Polski na konkurs „Miss Europe”, a eliminacje odbywały się wyłącznie poprzez ocenę zdjęć kandydatek, publikowanych w prasie. I faktycznie, zdjęcie Bolesławy Hagno możemy znaleźć w „Dzienniku Białostockim”[2] z dnia 23 stycznia 1929 roku. Dopiero wybrane finalistki występowały w sali balowej w Hotelu Polonia w Warszawie, jednak Bolesława do finału już nie dotarła.

– „Na jakimś krakowskim balu – opowiada Pani Elżbieta – Bola poznała lekarza, który miał prywatną klinikę, pana Ptaka i wyszła za niego za mąż. Miała dobrze przewrócone w głowie przez tą „miss” i przez pozycję jaką zyskała po poślubieniu lekarza. Potem, już w czasie wojny lub po wojnie, miała drugiego męża – Muchnickiego [Munickiego?], majora. Mieli córkę Marysię, o kilka lat ode mnie młodszą. Mieszkali w blokach wojskowych vis-à-vis szpitala wojskowego na Wrocławskiej. My mieszkaliśmy zaraz obok, na ulicy Odrowąża. Często się wtedy odwiedzaliśmy. Mama [Helena Kudła] była z Bolą blisko i poprosiła ją na moją chrzestną. Ciotka Marysia i ciotka Bola były zawsze bardzo eleganckie. Zwłaszcza ciotka Bola nosiła wymyślne kapelusze i wszędzie jeździła bryczką. To była w w ogóle aparatka nie z tej ziemi...”

Najmłodsza, czteroletnia bohaterka fotografii – Helena Kudła, spędza właśnie święta u swojej cioci Marii. Nieobecna na zdjęciu mama Helenki – Jadwiga Kudła, a więc babcia pani Elżbiety, młodo wyszła za mąż za Jana Kudłę z Paczółtowic. W poszukiwaniu pracy młodzi małżonkowie wyjechali na Śląsk i osiedli w Strzemieszycach Wielkich, gdzie Jan pracował jako robotnik. Wkrótce jednak zmarł i ok. 1925 roku Jadwiga została sama z dwójką małych dzieci – Janem i Heleną oraz z trzecim dzieckiem w drodze... Przyjechała z nimi do Krakowa i ostatecznie osiadła na Bronowicach. Ponieważ początkowo borykała się z problemami bytowymi, w opiece nad starszymi dziećmi pomagała jej rodzina – ojciec i siostry. Zwłaszcza ciocia Maria Motykowa często gościła u siebie Helenkę. W czasie jednego z takich pobytów wykonano zdjęcie.

– „Babcia Jadwiga mieszkała w Bronowicach na ulicy Wspólnej, a potem na Władysława Żeleńskiego, niedaleko Mikołajczykówny [Jadwigi Rydlowej]. Znała całą rodzinę Rydlów, często chodziła pomagać do ich ogrodu. Pamiętam, że babcia opowiadała mi historie o słynnym weselu w Bronowicach, a potem jak się w szkole przerabiało Wyspiańskiego, to ja wiedziałam o czym jest mowa. Babcia była niesamowita kobietą. Robiła przepiękne kwiaty z bibuły, które dawała do kościołów albo sprzedawała, nawet do Cepeli. Była szybka i zaradna, nawet sama młóciła zboże, co było męską pracą.”

Helena Kudła wychowywała się więc na Bronowicach, pomieszkując czasami u rodziny w Krakowie. Jak wspomina pani Elżbieta, jej mama szybko weszła w dorosłość. Mając siedemnaście lat zakochała się w przystojnym żołnierzu Wojska Polskiego, a chwilę później zaczęła się wojna...

–„Mój ojciec, Antoni Czerwiński był oficerem, pochodził ze wschodu, z Krzemieńca, tam jest jeszcze nasza rodzina. W 1939 roku, żołnierze z jednostki wojskowej, do której należał ojciec, czyli 20 Pułku Piechoty Krakowskiej z garnizonu przy ul. Wrocławskiej, codziennie przechodzili przez wieś Bronowice na ćwiczenia na Pasternik. Mama opowiadała, że zawsze jak przechodzili, to akurat trzepała dywanik, bo podobał się jej chłopak, który całą grupę prowadził. No i tak prowadził, że aż się zakochali… We wrześniu wybuchła wojna i ojciec poszedł na front. Rodzice pobrali się jak tylko wrócił, na przełomie 1939 i 1940 roku. Mama była jeszcze bardzo młoda, miała 18 lat i musiała dostać specjalne zezwolenie od władzy wojskowej, ojciec był już oficerem. Ja się urodziłam w 1940 roku. Ojciec jako wojskowy na dom nie miał dużo czasu i mama wszystko trzymała, a były to bardzo trudne czasy okupacyjne i potem powojenne. Wynajęli mieszkanie na Odrowąża, mieli czwórkę dzieci jedno po drugim, ja byłam najstarsza. Moja mama była bohaterką. Zajmowała się nami, domem i jeszcze dorywczo pracowała. Była niezwykle operatywna. Potrafiła imać się rozmaitych zajęć, np. pracowała u Piaseckiego na Wrocławskiej w fabryce czekolady, a wtedy ja, dwunastolatka, miałam całą młodszą trójkę pod swoją opieką. Najczęściej jednak brała chałupnictwo, by być przy nas – np. szyła pantofle, robiła torebki na cukierki, ja jej w tym pomagałam. Było bardzo ciężko. Mimo to była bardzo kochaną, wesołą osobą. Wszyscy z kamienicy mamę kochali, a ona każdemu pomagała. Nasz dom był otwarty dla każdego kto przyszedł i czegokolwiek potrzebował. Mama młodo zmarła, miała tylko 66 lat. Była bardzo dzielna, nie znam dzisiaj takiej osoby jak moja mama.”

Pani Elżbieta wyszła za mąż za Mieczysława Tyralewskiego w 1959 roku i już 64 lata są  zgranym małżeństwem. Mają syna, dwóch wnuków i trzy prawnuczki. Historia rodziny Helenki toczy się więc dalej.

            ***

Warto również zwrócić uwagę na ciekawe detale przedstawionego na fotografii mieszczańskiego wnętrza. Po lewej widać wysokie, kamieniczne okno z podwójną drewnianą ramą, na drewnianym parapecie leży szklany dzwonek. Za grupą pozującą do zdjęcia znajduje się elegancki sekretarzyk, na którym poukładane są różne bibeloty: figurka w kształcie główki dziewczynki, mała rzeźba przedstawiająca dziecko czytające książkę, zakorkowana karafka wypełniona trunkiem i kieliszek, flakony, buteleczki, może kałamarz. Nad sekretarzykiem wisi obraz z przedstawieniem Matki Boskiej, powyżej jeszcze jeden, przesłonięty przez choinkę. Obok obrazek z XVIII wieczną scenką rodzajową w parku. Po lewej stronie kadru widać fragment wezgłowia rzeźbionego łóżka. Na ścianie powyżej zwieszona jest strzelba.

Na koniec wróćmy jeszcze do tytułowej podłaźniczki. Przystrojona jest tzw. „koszyczkami” – zabawkami z odpowiednio złożonej, ponacinanej i rozciągniętej kartki papieru, „bańkami” (krakowska nazwa bombek) – głównie w kształcie szyszek, cukierkami z dekoracyjnie postrzępionymi końcami, ozdobnymi wydmuszkami jajek, orzechami i rajskimi jabłuszkami. W centrum można dostrzec małego ptaszka, powyżej dzwonek. Z samego dołu zwisa wykonana z papieru bombka, nawiązująca do tradycji kuli z opłatków klejonych śliną, tzw. światu. Na gałązkach, w specjalnych obsadkach ze szczypcami umocowane są zapalone świeczki, widać także druciki zimnych ogni. Świeczki na choince zapalano rzadko, czasem tylko jeden raz – podczas uroczystej kolacji wigilijnej. Tu niewątpliwie zapalono je do zdjęcia. Wyobraźmy sobie, że obecny na zdjęciu mężczyzna stanął chwilę wcześniej na drewnianej skrzyni (na której teraz siedzi dziewczynka) i zapalił świeczki na choince od dużej świecy, którą trzyma jeszcze w dłoni...


Opracowała: Anna Bujnowska

[1]    Jacek Malczewski od 1908 roku był profesorem Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie, a od roku 1912 rektorem tej uczelni.

[2]    http://pbc.biaman.pl/Content/11183/PDF/Dziennik_Bia%C5%82ostocki_1929_nr23_23stycznia.pdf (dostęp 18.12.2023) s. 3

Opiekun: Anna Bujnowska Zadaj pytanie o obiekt

Obiekty powiązane