Igła do repasacji pończoch

Kobiety, które dorastały w latach 90. XX wieku i później, na rajstopy, w których „poszło oczko”, znają przeważnie jeden sposób – lakier do paznokci. Tam, gdzie charakterystyczna, pędząca w górę drabinka sprutych oczek się kończy, trzeba jak najszybciej nałożyć kroplę lakieru, najlepiej bezbarwnego, ale jak nie ma takiego pod ręką, to jakiegokolwiek, jak i tego nie ma, można jeszcze spróbować mydłem. Skleja się w ten sposób (tworząc zazwyczaj mało estetyczną plamę) oczka zagrożone dalszym pruciem. To rozwiązanie, które stosujemy po to, żeby dotrwać do końca dnia, bo najprawdopodobniej takie podreperowane rajstopy i tak wylądują w koszu i zostaną zastąpione nowymi. Tych przecież w sklepach nie brakuje. Rajstopy, pończochy i podkolanówki nie są obecnie towarem deficytowym, ani też koniecznie luksusowym. Choć oczywiście i takie można dzisiaj znaleźć. 

Kobiety, które dorastały wcześniej niż w latach 90., mogą pamiętać jeszcze inne sposoby na uratowanie rajstop i pończoch. Sposoby zdecydowanie lepsze, bo niemal niezostawiające śladu po szkodzie. W czasach PRL-u, gdy produkty pończosznicze, jak i większość produktów, były towarem deficytowym, popularne było naprawianie pończoch zwane repasacją. O ile cerowanie skarpet, reperowanie swetrów i naszywanie łat na podniszczone ubrania często odbywało się w domu, o tyle pończochy wymagały zazwyczaj pracy specjalisty, a dokładniej specjalistki – bo to najczęściej kobiety ratowały inne kobiety z pończoszanej katastrofy. Repasaczki miały swoje małe zakłady. Najczęściej stoiska repasacji pończoch znajdowały się w większych obiektach – przy sklepach wielobranżowych, modowych, pasmanteriach, przy zakładach szewskich, krawieckich, czy naprawy parasoli. Repasaczce potrzebny był stół, dobre oświetlenie i narzędzia: przede wszystkim igły do repasacji, nici (najlepiej ze sprutych dobrej jakości pończoch) i coś do naciągnięcia pończochy – najlepiej zwykła szklanka. 

Więcej o samych pończochach przeczytać można w tekście Ewy Rossal

Prezentowany obiekt to igła do repasacji pończoch. Jej konstrukcja jest dość prosta: to cienki drut zakończony haczykiem. Powyżej haczyka, znajduje się ruchomy element – maleńka zapadka, która opadając na haczyk tworzy zamknięte oczko. Igła osadzona jest w niewielkiej drewnianej rączce, na całość nakładana jest drewniana zatyczka. Przedmiot pochodzi z drugiej połowy XX wieku. Aby „podciągnąć oczko” w dzianinie (rajstopy i pończochy to przecież nic innego, jak wykonane z bardzo cienkiej nici misterne dzianiny) należało igłę z otwartym haczykiem, a więc z zapadką złożoną wzdłuż drutu, przeprowadzić pod zgubionym oczkiem i nitkę z rzędu niżej przeciągnąć do góry. Brzmi skomplikowanie, jednak dzięki małej zapadce czynność ta była łatwiejsza. Cofając igłę zapadka blokowała nitkę przez zsunięciem się z haczyka. Pomocne w tej czynności były jeszcze szpilki, którymi przypinało się podciągnięte oczko, żeby znowu nie uciekło. 

Z czasem, coraz bardziej popularne stawały się maszynki elektryczne do repasacji, w których igła (już bez haczyka) poruszając w górę i w dół podciągała oczka drobnej dzianiny znacznie szybciej, niż robiło się to ręcznie. Jednak, jak wspomina moja rozmówczyni - która repasacji uczyła się od mamy, a teraz sama prowadzi warsztaty oraz przyjmuje zlecenia na naprawę pończoch i rajstop - te naprawy maszynkami były znacznie mniej precyzyjne. Stąd wiele kobiet, zanim oddało pończochy w ręce repasaczki, pytało o technikę naprawy – ręcznie czy maszynką? Kobiety repasacji mogły się uczyć w rodzinie, od mam i babć lub na kursach, które organizowano sporadycznie obok kursów kroju i szycia. 

Wycena usługi zależna była od ilości oczek. Dzisiaj, w ten sam sposób wycenia swe usługi moja rozmówczyni. Dodaje, że im mniejsza dziura, tym większe szanse na uratowanie dzianiny i wykonanie repasacji bez śladu (dla klientki to też mniejszy koszt). W 2020 roku, znalezienie osoby, która wykona repasację jest trudne. Mało kobiet naprawia tę część garderoby.  Natomiast w latach 60., 70. do repasaczek ustawiały się kolejki. Kobiety przynosiły pończochy (później też rajstopy) w kopertach z nazwiskami. Jesienią i wiosną było tych zleceń ponoć najwięcej. Koperty wypełniały po brzegi pudła w zakładach repasaczek. Na odbiór zlecenia czasem trzeba było czekać nawet i kilka dni. 

Współcześnie, ze względu na łatwo dostępny i stosunkowo niedrogi asortyment pończoszniczy, zapotrzebowanie na tego typu usługi spadło. Są jednak wciąż panie, które korzystają z repasacji. Moja rozmówczyni swoje klientki dzieli na kilka grup: miłośniczki luksusowych pończoch, których ceny i jakość są niewyobrażalnie wysokie, użytkowników i użytkowniczki pończoch i rajstop specjalistycznych stosowanych w leczeniu i profilaktyce chorób żył oraz osoby dbające o ograniczenie odpadów, które stawiają przede wszystkim na naprawę, a nie na kupowanie nowych przedmiotów. Ważne jednak – podkreśla rozmówczyni – by nigdy nie używać lakieru do paznokci, jeśli chcemy pończochę później oddać do repasacji. Lakier trzeba zmywać acetonem, który rozpuścić może włókna pończochy. Lepiej użyć mydła, lakieru do włosów lub nawet szminki. Repasacji można tez spróbować podjąć się samodzielnie. Na rynku dostępnych jest obecnie wiele rodzajów igieł, które znaleźć możemy pod nazwą: igły do repasacji, igły do podciągania oczek lub igły do naprawiania dzianiny. Potrzebny jest jeszcze spory zapas cierpliwości i dobry wzrok.

Opracowała: Olga Błaszczyńska

Bardzo dziękuję za rozmowę pani Eli Koniecznej z „Karuzeli Pasji” www.karuzelapasji.pl
Polecam również tekst Ewy Majdeckiej pn. „Repasaczka” dostępny pod adresem: www.ewamajdecka.wordpress.com
Opiekun: Olga Błaszczyńska Zadaj pytanie o obiekt

Obiekty powiązane