Domino | Mikrohistorie 4.02–2.03.2020

Zdjęcie przedstawia drewniane pudełko, w którym znajdują się płytki do gry domino Zdjęcie przedstawia drewniane pudełko, w którym znajdują się płytki do gry domino

Trywialna gra, a jakże nietrywialna historia. Obrzeża Krosna w latach 60. XX wieku. Co niedzielę przy okrągłym stole w rodzinnym domu Alicji, wybudowanym jeszcze przed wojną, zasiada mała Ala, brat, babcia i mama. W weekendy czasem dosiada się również tata; w tygodniu jest gdzieś w Polsce na budowie. Pracuje jako inżynier.

Kilkadziesiąt kamieni leży w nieładzie na stole, są zwrócone oczkami do dołu. Każdy domownik wie, który kamień to sześć–osiem. W wyniku błędu fabrycznego jego brzeg jest bardziej spadzisty. Gdyby przyszedł ktoś z zewnątrz, to by tego nie zauważył, ale „w rodzinie wiedzieli”.

Dziadkowie i rodzice Alicji już nie pracowali na roli. Pole dzierżawiono, choć koło domu zostawiono kawał ziemi na „matczyne eksperymenty”. Mama to posadziła porzeczki na skup, to pielęgnowała sad. Miała też piękne rosarium.

„Mama zajmowała się tym ogrodem i w tym ogrodzie była szczęśliwa. Mówiła: »a po co ja właściwie mam gdzieś jeździć?« – i nie wyjeżdżała”.

W połowie lat 70. rodzina musiała opuścić krośnieński dom i przeprowadzić do niedużego mieszkania w Krakowie. Alicja była już wtedy na studiach etnograficznych.

„Na początku lat 70. Gierek taką politykę uruchomił, skądinąd może dobrą, że zaczęto budować osiedla mieszkaniowe. A myśmy tak na obrzeżu miasta mieszkali. I tam wymyślono taką olbrzymią dzielnicę. Babcia już nie żyła, ale moja mama omal nie dostała zawału. To było gdzieś w rynku pokazane, była taka plansza, jak to wszystko będzie pięknie wyglądać – a na podkładzie nie było domów, które tam istniały. Nie było naszego domu”.

Po przeprowadzce do Krakowa nie grano już w domino.

„Tutaj jakoś zapomniano, bo życie nabrało przyspieszenia w Krakowie i tutaj już chyba nie graliśmy. Doskonale pamiętam, że graliśmy w domu, a tutaj już chyba nie. (…) A zresztą po śmierci mojej babci w 1965 roku jakoś tak się smutno zrobiło. I to był pomysł mojego ojca, żeby kupić telewizor”.

Opracowała Agnieszka Marczak.


O cyklu MIKROHISTORIE

Spoglądamy na przedmioty z kolekcji MEK oczami ich dawnych użytkowników. Co miesiąc rozmawiamy z inną osobą, by móc usłyszeć niewypowiedziane dotąd historie rzeczy z perspektywy ludzi, do których one należały. Powstają w ten sposób opowieści: o domu, dzieciństwie, podróżach. Innym razem: o pracy, wierze, pięknie i miłości. Mikrohistorie o życiu, po prostu.

 

Wybrane obiekty oraz fragmenty rozmów z ich byłymi użytkownikami można oglądać w Ratuszu na Placu Wolnica 1, bez konieczności kupowania biletu.

Opiekun: Agnieszka Marczak Zadaj pytanie o obiekt

Obiekty powiązane