Czarownica – kukiełka szopkowa

Zdjęcie kukiełki czarownicy Zdjęcie kukiełki czarownicy
Deszczyk pada, słońce świeci, czarownica masło kleci…

Te słowa można było usłyszeć, gdy na szopkowej scenie pojawiała się kukiełka, czyli lalka osadzona na patyku, przedstawiająca kobietę z nieodłącznym atrybutem – przyrządem do wyrabiania masła – masielnicą. Obok czarownicy pojawiał się zwykle diabeł, którego nazywała braciszkiem. Odgrywali oni scenkę, w której bili się lub kłócili przy wyrobie masła, diabeł wypijał śmietanę, a na koniec porywał czarownicę, choć czasem wyręczała go w tym śmierć.

Te sceny, z zamierzonym efektem komicznym, jak i sama postać czarownicy, w mieście Krakowie zanikły już bardzo dawno w szopkach, o czym pisali Stanisław i Tadeusz Estreicherowie (pod pseudonimem Jan Krupski) w książce Szopka krakowska wydanej w 1904 roku. Najdłużej przetrwały one w kukiełkowych spektaklach szopek na wsiach, bo aż do lat 70. XX wieku. Potwierdza to kolekcja kukiełek szopkowych (ok. 750 obiektów) w zbiorach Muzeum Etnograficznego w Krakowie, w której 22 kukiełki, w podobny sposób przedstawiające czarownice, pochodzą głównie z terenów wiejskich. Prezentowana kukiełka jest jedną z kilkunastu lalek, które były używane w latach 1905–1914 do odgrywania przedstawień w szopce pochodzącej z Bieżanowa, ówczesnej wsi podkrakowskiej.

Wykreowana na potrzeby szopkowego przedstawienia postać czarownicy odpowiada wyobrażeniom powszechnym w środowisku wiejskim w XIX wieku, a jak to znajdujemy w materiałach etnograficznych, utrzymującym się nawet jeszcze w wieku XX. Lalka do szopki – czarownica ubrana jest zwykle w spódnicę z fartuchem, jakąś bluzkę, na głowie ma chustkę – wygląda więc jak zwykła gospodyni wiejska. Bo też i każda z kobiet mogła być podejrzewana o rzucanie uroków i paranie się magią jak to w Młocie na czarownice (Malleus Maleficarum), znanym tekście na temat magii z 1487 roku, jego autorzy – dominikańscy inkwizytorzy Jacob Sprenger i Heinrich Kramer, tłumaczyli: ... [kobiety] z powodu słabszej natury i pośledniego intelektu, są z natury bardziej podatne na pokusy Szatana. Związkami z siłami nieczystymi wyjaśniano nie tylko szkodzenie ludziom z użyciem magii, ale także każdą posiadaną przez kobiety wiedzę, również tę związaną z ziołolecznictwem, dzięki której tzw. babki czy „mądre” leczyły ludzi i zwierzęta. Od XV i prawie do końca XVIII wieku przetoczyły się przez całą Europę łowy na czarownice, podczas których poddano torturom i spalono tysiące kobiet, a echa tych stereotypowych, krzywdzących kobiety wyobrażeń do dziś wciąż pobrzmiewają.

To, że komuś darzyło się lepiej, często przypisywano nie tyle jego pracy, co magicznemu zabieraniu innym, na własny pożytek. Uważano, że moc taką mogła uzyskać każda z kobiet we wsi, oddając diabłu swą duszę i ciało, na nowiu o północy, na rozstajnych drogach. Jak więc wśród gospodyń rozpoznać czarownicę? Taką możliwość miał ksiądz, gdy w święto Bożego Ciała patrząc przez monstrancję, widział niektóre kobiety ze skopkami (skopek – drewniane naczynie klepkowe używane do udoju mleka) na głowach, zamiast chustek. Inni wypatrywali, które z kobiet szły na końcu procesji rezurekcyjnej, bo te które nie obeszły kościoła trzy razy z pewnością były czarownicami. Najłatwiej jednak można było wykryć czarownicę po jej działalności, czyli gdy stwierdzono, że rzuciła zły urok na ludzi lub zwierzęta.

Domeną każdej gospodyni była opieka nad krowami, ich dojenie, wyrób masła i nabiału, dlatego wiejskie czarownice zajmowały się głównie tzw. magią mleczną, czyli odbieraniem krowom mleka dla siebie lub choćby tylko z zazdrości. Stąd atrybutem czarownicy w szopce jest masielnica, w której kleci (ubija) masło. Uważano, że władza czarownic nad nabiałem rozpoczyna się od zachodu słońca, więc nie należy się dziwić, że żadna z gospodyń po zmroku nigdy nie chciała sprzedać ani pożyczyć mleka czy śmietany.

Szczególnie starano się zabezpieczać w czasie wzmożonej aktywności czarownic: w każdy nowy czwartek (tj. na nowiu księżyca), a zwłaszcza w wigilię św. Łucji (13 grudnia). Opowieści o czarownicach, zbierających się w tym czasie na uczty i narady pod przewodnictwem samego diabła, były powszechne w całej Europie. Natarłszy się czarodziejską maścią, dosiadały mioteł, łopat, pociosków, ożogów i wylatywały przez okno lub komin. Miejsca tych zlotów były różne: na granicy wsi, pod Bożą męką, w polu lub na pastwisku, na wierzbie, w młynie, w lasku, na cmentarzu. Najważniejszym takim miejscem była zalesiona góra lub pagórek, ale z niezarośniętym, czyli łysym, wierzchołkiem – dogodnym do zgromadzeń, a możliwym do dostania się jedynie w sposób magiczny. W całej Polsce znalazłoby się wiele takich łysych gór, a najbardziej znanym miejscem sabatów małopolskich czarownic była Babia Góra, na której szczególnie upodobały sobie polanę Hałeczkową, zarośniętą potrzebnymi do magicznych działań ziołami, z których na miejscu sporządzały czarodziejskie mikstury:

Na tej Hałeczkowej zielone ulice,
Wiliją Ś-tej Łucji, jadą czarownice,
Hojna, ono hojna, w Hałeczkowej wojna,
Czarownica dobra, każda krowa dojna.

Opracowała: Małgorzata Oleszkiewicz


Wybór literatury:
  1. Mona Chollet, Czarownice. Niezwyciężona siła kobiet, Kraków 2019.
  2. Adam Fisher, Opowieści o czarownicach z doliny nowotarskiej, „Lud”, t. 25, 1926.
  3. Jan Krupski (Stanisław i Tadeusz Estreicherowie), Szopka krakowska, Kraków 1904.
  4. Magia – czarownictwo, „Rocznik Muzeum Etnograficznego w Krakowie”, t. 8, 1983.
  5. Urszula Janicka Krzywda, Katarzyna Ceklarz, Czary góralskie. Magia Podtatrza i Beskidów Zachodnich, Zakopane 2014.
Opiekun: Małgorzata Oleszkiewicz Zadaj pytanie o obiekt

Obiekty powiązane