Butelka do karmienia dzieci | Mikrohistorie 5.05–31-05.2020

Zdjęcie butelki do karmienia. Zdjęcie butelki do karmienia.

Powojenne „wędrówki ludów”


Olimpia, mama pana Krzysztofa, mawiała, że „wyjazd na Ziemie Odzyskane był prawie że patriotycznym obowiązkiem”, dlatego po II wojnie światowej wyjechała z mężem Zdzisławem z Zakopanego do Szczecina. Jednak nie na długo.

„Mama czuła się tam obco. Miasto za duże. Środowisko nie takie, do jakiego była przyzwyczajona. W związku z tym namówiła ojca i wrócili na Podhale”.

Pan Krzysztof miał wtedy trzy lata. Z tego okresu prawdopodobnie pochodzi szklana butelka, którą tutaj prezentujemy.

Pielęgnacja dzieci w czasach powojennych


„Z tego, co mi mama opowiadała, warunki wychowywania dzieci po II wojnie światowej były bardzo trudne, trzeba było wszystko zdobywać, każdą rzecz. Wiedza na ten temat była nikła, no bo skąd miano by ją pozyskiwać? Z internetu? To się nie śniło! Moja mama korzystała z niemieckiej książki »Pielęgnacja niemowląt do wieku szkolnego«”. Pan Krzysztof przyniósł tę książkę na spotkanie z nami. W środku mnóstwo zdjęć i obszerne opisy z poradami, między innymi jak przewijać dziecko czy przygotować butelki na mleko. 

„Nie wiem, jakiej proweniencji jest ta butelka, czy to była polska produkcja, czy też jakaś poniemiecka zdobycz. Trudno mi powiedzieć, tego nie wiem, nigdy mamy nie spytałem”.


Przedszkolna dyscyplina


Choć dziś trudno odkopać wspomnienia z wczesnego dzieciństwa, pan Krzysztof chętnie podzielił się z nami reminiscencjami wieku przedszkolnego:

„Pamiętam z zakopiańskiego przedszkola sceny dyscyplinowania dzieciaków: jedną z najgorszych kar była dla nas cisza poobiednia, kiedy kładziono nas do łóżek. Przedszkolanka jeszcze dbała o to, żebyśmy wszyscy autentycznie spali, a nie tylko leżeli; nie wiercili się. Kładła nam na twarzach złożoną kartkę papieru, żebyśmy nic nie obserwowali, tylko spali”.

„Płakaliśmy też, jedząc mamałygę – kukurydzianą kaszę polewaną roztopioną słoniną ze skwarkami. I to trzeba było wszystko wsuwać. Kukurydza zbrzydła mi na lata, a skwarków nie lubię do dziś”. 


Całe życie w górach


Jako dziecko pan Krzysztof mógł chodzić w góry tylko ze starszymi „za rączkę”, ale przyznaje, że z kolegami knuli, „jak by się spod władzy rodzicielskiej urwać, pójść gdzieś w góry. A był zakaz, ponieważ to było wyjątkowo niebezpieczne. Bardzo to egzekwowano, ale i tak się wyłamywaliśmy”.

Dziś pan Krzysztof jest archeologiem. Niegdyś pracował przy wykopaliskach w Karpatach, a później w Andach Peruwiańskich. Jak powiedział, „te góry zawsze gdzieś tam we mnie tkwią”.


Opracowała

Agnieszka Marczak 


O cyklu MIKROHISTORIE

Spoglądamy na przedmioty z kolekcji MEK oczami ich dawnych użytkowników. Co miesiąc rozmawiamy z inną osobą, by móc usłyszeć niewypowiedziane dotąd historie rzeczy z perspektywy ludzi, do których one należały. Powstają w ten sposób opowieści: o domu, dzieciństwie, podróżach. Innym razem: o pracy, wierze, pięknie i miłości. Mikrohistorie o życiu, po prostu.

 

Wybrane obiekty oraz fragmenty rozmów z ich byłymi użytkownikami można oglądać w Ratuszu na Placu Wolnica 1, bez konieczności kupowania biletu.

Opiekun: Agnieszka Marczak Zadaj pytanie o obiekt

Obiekty powiązane