Strona w rozbudowie

Kolekcja syberyjska – nowe spojrzenie

Maut (arkan)

O czym mógł myśleć człowiek patrząc na to stado reniferów z rysunku poniżej, wolno przeciągające przed jego oczami? A o czym myślał grawerując je potem na kości promieniowej olbrzymiego orła, znalezionej 30 tysięcy lat później w Grotte de la Mairie we Francji?
Mógł podziwiać ich piękno i majestat, to prawda. Być może, to właśnie zrobilibyśmy my, jego XXI wieczni potomkowie. Ale biorąc pod uwagę całą niezliczoną liczbę dni, które spędzał w towarzystwie tych zwierząt, jego myśli mogły sięgać we wszystkie możliwe strony i poziomy. Począwszy od pokrytej mchem ziemi, aż po najbardziej nawet sekretne rejony nieba.
Znając jednak rozwinięty zmysł praktyczny człowieka jako gatunku, można by założyć, że równie dobrze mógł zastanawiać się nad sposobem okiełznania tego, co widzi. Tego bogactwa, nad którym mógłby zapanować, gdyby tylko znalazł na to jakiś sposób.
Przez dziesiątki tysięcy lat tym sposobem było polowanie. Górny paleolit to epoka rena. Milionowe stada w Europie, Azji, Ameryce. I bardzo niewielu żyjących w ich cieple ludzi. Nie wiemy, czy spotykali się tylko w określonych porach roku. U spływających krwią rzecznych przepraw. Czy może ludzie podążali za stadami renów cały rok, nigdy nie tracąc ich na długo z oczu. Wiemy natomiast, że mijały tysiące lat a ludzie mezolitu wciąż uparcie składali te same ofiary z renów w jeziorze Stellmoor, co ich paleolityczni przodkowie. Obciążali zaszyte brzuchy zwierząt kamieniami i wrzucali do wody. Zatykali też ich rogate czaszki na długie, zaostrzone z jednej strony pale. To już chyba dwa sposoby: polowanie i próby dogadanie się z szefem, panem wszystkich zwierząt.
Czy ktoś potrafi powiedzieć, w którym momencie pojawiło się to? Wariant trzeci?
Czaut, maut, tinzej, arkan, lasso. Przedmiot ten występuje pod wieloma nazwami i ma kilka wariantów jednak wyznacza prawdziwą rewolucję w relacjach człowieka i zwierzęcia. Daje człowiekowi władzę, wydłuża jego ramię. Pozwala schwytać nie zabijając. Pozwala przyprowadzić do domu. Puścić i znowu schwytać. Udomowić. Nikt nie wie, kiedy dokładnie to się stało: udomowienie renifera. Może dwa tysiące lat temu? Może w górskim paśmie Sajanów? Tak głoszą niektóre teorie. To z stamtąd podobno wyszły na północ i północny wschód fale migracji ludzi, których można by już nazwać pasterzami reniferów. Nie wiemy nawet czy ten arkan wymyślono specjalnie dla renów, czy nie był to przypadkiem wpływ stepowych hodowców koni, na prostszych sąsiadów z północy. Przecież rena udomowiono tylko w Azji, rdzenne narody Ameryki nigdy na to nie wpadły.
Przedmiot, który widzimy na zdjęciach należał do pasterzy reniferów, żyjących dużo, dużo później, na Kamczatce. Sami siebie nazywali Ewenami, a inni przezwali ich z jakuckiego Lamutami - ludźmi znad morza, w tym przypadku Ochockiego. Tak też nazywał ich Benedykt Dybowski. Ewenowie zawitali na Kamczatkę bardzo późno, bo dopiero w XIX wieku. Zapędzili się na ten stosunkowo wąski pas lądu i tam też zostali tworząc zwartą grupę wciśniętą pomiędzy dymiące wulkany i osady ludzi wcześniej przybyłych: Koriaków, Itelmenów i Kamczadali. Ewenowie byli mistrzami hodowli renów. Ich zwierzęta były ogromne. Dosiadali ich niczym wierzchowców. W 2019 roku, w górach Kamczatki, część Ewenów nadal zajmuje się hodowlą renów. A co najważniejsze, wciąż używa arkana, nazywając go mautem. I my także będziemy go już tak nazywać. Posłuchajmy doświadczonego pasterza Wladimira Indanowa.

Maut zawsze potrzebny

Wladymir urodził się w osadzie Anavgai w środkowej części Kamczatki. Przez całe życie pracował jako pasterz renów. Miał to wpisane w „książeczce zatrudnienia”, świętym dokumencie wszystkich pracujących obywateli byłego ZSSR i współczesnej Rosji. Pracodawcą był sowchoz, posiadający niegdyś tysiące „państwowych” reniferów, w stadach rozrzuconych po okolicznych górach.

Wszyscy przodkowie Wladymira też byli pasterzami, ale już albo jeszcze bez „książeczek”.  Ich własne, „prywatne” stada przybyły razem z nimi na Kamczatkę w połowie XIX wieku gdzieś z Magadanu. A przodkowie ich przodków? Tak, żyli gdzieś u wybrzeży morza Ochockiego, nad Kołymą, w górach Wierchojańskich. Ale co do ich gospodarstwa naukowcy są zgodni. Najpierw domowe reny służyły ludziom tylko do transportu. Po kilka – kilkanaście sztuk na rodzinę. Pożywieniem, nieprzerwanie od paleolitu, było mięso dzikich reniferów na które polowano, korzystając do tego z pomocy ich oswojonych kuzynów. Tych ostatnich nigdy nie zabijano na mięso, chyba, że w ostatecznej potrzebie. Wielkie stada hodowlanych reniferów przeznaczonych do zjedzenia, pojawiły się znacznie później, kilkaset lat temu, często na skutek kontaktów z Europejczykami. Największe stada istniały w dobie socjalistycznej próby maksymalizacji produkcji mięsa. W tym czasie populacja dzikich renów była tępiona i stopniowo zanikała ustępując populacji udomowionej.
Obecnie dzikie reny są rzadkością, o wiele łatwiej znaleźć je pod inną nazwą: karibu, na innym kontynencie. Ciekawostka: do teraz nie wiadomo jakim sposobem udało się je oswoić w Azji. Obecnie nikt nie jest tego w stanie zrobić. Natomiast dziki renifer bez trudu przeciąga na swoją stronę rena domowego, który dziczeje z łatwością. Prawdziwa zagadka.

Co do ogromnych stad socjalistycznych… skończyły się razem z socjalizmem a raczej zostały ograniczone. Tam, gdzie tradycja ich utrzymywania była mocno zakorzeniona, jak wśród Nieńców, Czukczów czy Ewenów właśnie, wciąż istnieją. Tam, gdzie była sztucznym tworem, dajmy na to u Ewenków, praktycznie całkowicie zanikły. 

Dla Ewenów z Kamczatki, maut do dziś jest powodem do dumy. Uważają go za narzędzie doskonałe. Posługiwanie się nim i umiejętność jego zrobienia jest ważnym elementem tożsamości. Nauka jego wytwarzania i posługiwania się nim, to barwne wspomnienia każdego pasterza.

Żywica, popiół, sadło niedźwiedzia

W czasach, w których wychowywał się Wladymir, pasterze renów byli niczym innym jak robotnikami. Wkładano wiele trudu, aby się nimi stali. Zabraniano chodzić w tradycyjnym stroju w zamian dając kufajki. Wszystko tylko po to, żeby Ewenowie wyglądali i byli standardowymi przedstawicielami klasy robotniczej. Także ich status nie różnił się niczym od statusu kosiarza czy dojarki w PGR (Państwowym Gospodarstwie Rolnym). To nie było wymarzone życie dla młodych. A teraz? Pasterze są wciąż zatrudnieni przez państwowe przedsiębiorstwo. To głównie mężczyźni. Niektórzy bywają na wakacjach w Tajlandii, sztuczne szczęki robią sobie na tygodniowych turnusach w chińskich klinikach. Jest dużo alkoholu, pojawiają się narkotyki, w kontaktach dominuje WhatsApp, w telefonach jest pornografia, istnieje prostytucja. A jednak nocami u stóp wulkanów, ubrani w ciepłe futra potrzebne do nocnych wart, niewiele różnią się od tych swoich przodków, z którymi do czynienie miał Benedykt Dybowski. Podobnie jak podczas miesięcy letnich, kiedy odchodzą z reniferami daleko od ludzkich siedzib. A maut, ich podstawowe narzędzie, nie zmieniło się w ogóle.

Co ciekawe, Dybowski w informacji o tym przedmiocie podaje nazwę czaut. Wśród samych Ewenów panują różne zdania na temat pochodzenia tej nazwy.

Czaut czy maut?

Sam Wladymir nie jest już pełnoetatowym pasterzem. Pomaga jedynie co roku w porze cielenia się zwierząt. Pomiędzy wspólnym stadem ma też kilkadziesiąt prywatnych renów, z których korzysta, kiedy rodzina potrzebuje mięsa. Obecnie jest mechanikiem i kierowcą transportera gąsienicowego wożącego towary i ludzi po bezdrożach Kamczatki. Występuje w National Geographic, Discovery, prowadzi też bogatych turystów z Europy i Ameryki na polowania. To są polowania na niedźwiedzia.
- Zła robota – mówi Wladymir – ale dobrze płatna.

Ewenowie zawsze starali się przestrzegać podstawowej zasady wspólnej wszystkim łowcom niedźwiedzi od niepamiętnych czasów. Głowę upolowanego zwierzęcia zostawiano na miejscu i układano oczodołami na wschód. To pozwalało zabitemu się odrodzić. A co jest podstawową atrakcją polowań dewizowych? Jest nią trofeum pod postacią głowy niedźwiedzia. Zabierają je ze sobą do swoich domów i gabinetów prezesi globalnych korporacji, niemieccy lekarze, nafciarze, bogaci mieszkańcy światowych stolic. Czy niedźwiedź w ten sposób się odrodzi? Czy jego dusza i ciało przepadną na zawsze w klimatyzowanych więzieniach?

Nie były to zmartwieniem ani Dybowskiego, ani pasterza, od którego dostał maut. Ten człowiek miał inne kłopoty. Na przykład małą ilość skóry foczej, potrzebnej do zrobienia mauta. Posłuchajmy jak Wladymir rozumie przechowywaną w Muzeum rzecz.

Dwa kawałki foczej skóry, pęknięty róg

Reny wyglądają majestatycznie i cieszą się dużym zainteresowaniem. Do eweńskich stad na Kamczatce, latem przybywają turyści w zorganizowanych grupach. Francuzi, Niemcy, Koreańczycy i wielu innych. Operatorzy tych wycieczek niekiedy proszą pasterzy o założenie czegoś bardziej tradycyjnego niż znoszone wojskowe khaki. Pasterze zwykle to robią za odpowiednią opłatą. Europejczycy lubią popatrzeć na reny i ich ludzi. Lubią poczucie, że ktoś jeszcze na świecie żyje w cieniu tych wspaniałych zwierząt.

Wladimir jest teraz mechanikiem gąsienicowego pojazdu. Dlaczego nie pozyskaliśmy do kolekcji ubabranej smarem, przekładni skrzyni biegów?

Na zdjęciach i filmach wystąpili:

Wladymir Adukanow (opowiada o maucie), Igor Adukanow (zdjęcia pasterzy), Nikolaj Indanow (opowiada o maucie) i Maja Łomowcewa (opowiada o maucie).

Autor bardzo im za to dziękuje.  

Zarówno zdjęcia jak i materiały wideo powstały zimą 2018 roku na Kamczatce, w okolicach osady Anavgai.

Literatura:
1.     J. Maringer, The Gods of Prehistoric Man, London, Phenix Press, 2002
2.     Piers Vitebsky, Reindeer People, London, HarperCollins Publishers, 2005
3.     William W. Fitzhugh, Aron Crowell, Crossroads of Continents, Smithsonian Institution Press, 1988
4.     Benedykt Dybowski, Próba pomyślna przesiedlenia renów z Kamczatki na wyspę       Behringa morza Kamczackiego/ artykuł [W:] Kosmos, Lwów, 1916
5.     W. Bogoraz, The Chukchy, E.J Brill Ltd, 1904