Biżuteria | Mikrohistorie 8.09–5.10.2020

Zdjęcie brązowego naszyjnika składającego się z pięciu zebranych razem brązowych rzemieni. Zdjęcie brązowego naszyjnika składającego się z pięciu zebranych razem brązowych rzemieni.
Jak wyglądało podróżowanie przed erą przeglądarek z tanimi lotami i czy zrównoważona turystyka jest możliwa? – te i inne pytania zadaliśmy Annie Łukawieckiej-Kasprzyk, podróżniczce i znawczyni południowej Afryki.

Niesztampowe podróżowanie

Anna pierwszy raz pojechała do Namibii w 2000 roku wraz ze swoim przyjacielem Markiem. Właściwie przez przypadek.

„Nie mieliśmy dużo pieniędzy, ale mieliśmy pasję podróżników”. Zazwyczaj jeździliśmy do Berlina na lotnisko, ponieważ tam można było kupić tanie bilety - wówczas nie istniały jeszcze internetowe przeglądarki z tanimi lotami. Gromadziliśmy przez cały rok pieniądze, by w wakacje móc wyjechać w kilkutygodniową podróż. Za trzecim razem udało nam się zebrać trochę więcej pieniędzy i pojechaliśmy, jak zawsze już spakowani, na lotnisko w Berlinie. Próbowaliśmy znaleźć lot w ciekawe miejsce, ograniczała nas jedynie cena biletu, ale tym razem nikt z pracowników biur nie mógł zrozumieć takiej idei podróżowania. Kilka godzin wędrowaliśmy od okienka do okienka, snuliśmy się po lotnisku i nie mogliśmy zrozumieć dlaczego nie udaje nam się znaleźć ciekawej opcji podróży. W ubiegłych latach zazwyczaj po godzinie poszukiwań trafiała nam się okazja i od razu lecieliśmy. Wreszcie jednak i tym razem trafiliśmy na kogoś, kto od razu zrozumiał naszą ideę, szybko przejrzał oferty i zaproponował nam tanie bilety do Namibii”.

Nie wahając się długo, Ania i Marek zdecydowali  się na pierwszą daleką podróż.

„To było dla nas ogromne przeżycie. Nie była to podróż turystycznymi szlakami, ale bezdrożami, odwiedzaliśmy lokalne wioski, jeździliśmy stopem, co powodowało, że mogliśmy dotrzeć do miejsc odległych, do prywatnych domów, nawiązywaliśmy osobiste kontakty z mieszkańcami Namibii, które utrzymujemy do dzisiaj. Z podróży przywieźliśmy ogrom zdjęć i pamiątek, przedmiotów z codziennego życia Namibijczyków i już po kilu spotkaniach z przyjaciółmi okazało się, że przywiezione przez nas materiały są ciekawe nie tylko dla rodziny i znajomych. Zaprzyjaźniony dyrektor jednej ze szczecińskich szkół zorganizował wystawę dla dzieci i spotkanie z nami, na które przyszło także sporo osób z miasta, między innymi dyrektor jednego z działów Muzeum Narodowego, który zachwycił się prezentowanymi przedmiotami i zdjęciami, również jako muzealnik. Wówczas w polskich muzeach nie było zbyt wielu obiektów z południowej Afryki, poza waszym Muzeum, ponieważ polscy badacze wyjeżdżali głównie na północ i zachód kontynentu afrykańskiego, tam, gdzie można było dopłynąć statkiem, gdyż podróże lotnicze i samolotowy transport eksponatów były zbyt drogie. Dyrektor szczecińskiego muzeum zachęcał Anię i Marka do kontynuowania podróży i badań w Namibii. W ciągu dwóch kolejnych lat para wystąpiła na wielu konferencjach i jednocześnie pogłębiała w niemieckich archiwach swoją wiedzę o grupach etnicznych południowej Afryki. Zarówno różnorodna kultura, jak i historia Namibii były tak interesujące, że Ania i Marek zdecydowali się przygotować projekt badań etnograficznych i wyjechać ponownie. „Nasze badania terenowe w Namibii trwały ponad trzy miesiące i był to czas jeżdżenia po zupełnych bezdrożach trzydziestoletnim Land Roverem, by móc dotrzeć do ludzi, którzy wciąż żyją w niezmienionej od setek lat kulturze Himba i Herero”.

Zwieńczeniem tego wyjazdu była wystawa w MEK w 2004 roku. Od tamtego czasu Ania była w Namibii wielokrotnie, od paru lat jeździ tam również z grupami jako przewodniczka. Zabiera turystów nie tylko w miejsca, gdzie znajdują się największe atrakcje, ale pokazuje również to, co w Namibii stało się dla niej najbardziej wyjątkowe. Swoimi wspomnieniami dzieli się również na profilu facebookowym Fair Nomad.

Zrównoważona turystyka

„Taka turystyka ma dla mnie sens. Jeżeli motywacją dla naszego podróżowania jest po prostu ciekawość świata i innych ludzi, to wydaje mi się, że wtedy trudno jest się spotkać z drugim człowiekiem, który żyje inaczej niż my. Wówczas wszystko traktujemy przedmiotowo, ponieważ staramy się jedynie zaspokoić naszą ciekawość. Natomiast, jeśli w podróżowaniu jest również ciekawość odkrywania siebie, swoich ograniczeń, schematów myślenia, ale i walorów, wówczas stajemy wobec drugiego człowieka z gotowością zobaczenia kim jest on i kim jestem ja. Dopiero wówczas jest pewna równowaga i nie jest to podróż do zoo lub do skansenu, ale na spotkanie z kimś lub czymś czego nie znamy. Otwarcie się przed drugim człowiekiem wymaga odwagi i wzajemnego szacunku i takie podróżowanie ma dla mnie sens”.

Prezentowane tutaj trzy naszyjniki eha, ohumba i otjingoringo oraz bransoletka etanda to biżuteria wykonana ze skóry, liści palmy, muszli i metalowych „pereł” przez kobiety z grupy etnicznej Himba z północnej Namibii. Obiekty zostały zakupiona przez Muzeum za pośrednictwem Anny na zasadach sprawiedliwego handlu: pieniądze pozyskane ze sprzedaży biżuterii bezpośrednio trafiły do ich twórczyń i pierwotnych właścicielek. Niestety nie znamy imion tych kobiet. Anna wyjaśnia to tak:

„Jeśli chodzi o dane personalne ludzi Himba, to obecnie nie chcą oni dzielić się swoją prywatnością, ponieważ mają poczucie, że wielokrotnie zostali oszukani. Jest to plemię bardzo atrakcyjne dla turystyki, ponieważ żyje w niezmieniony sposób od setek lat i dlatego też w ostatnich latach powstało wiele filmów dokumentalnych, książek, artykułów, ukazujących ich prywatne życie, którym ludzie Himba w zaufaniu chętnie się dzielili. Natomiast autorzy publikacji najczęściej nie pytali o pozwolenie na publikację wizerunku filmowanych osób, nie szanowali prywatności, jak również nie dzielili się zyskiem uzyskanym ze sprzedaży materiałów. Kiedy pytałam mojego przewodnika w Namibii o nazwiska kobiet, od których kupiłam biżuterię, powiedział, że czuje się niekomfortowo pytając o nazwiska, ponieważ nie chce być posądzony o branie udziału w czymś, do czego Himba się tak bardzo zrazili”.

Opracowała
Agnieszka Marczak


O cyklu MIKROHISTORIE

Spoglądamy na przedmioty z kolekcji MEK oczami ich dawnych użytkowników. Co miesiąc rozmawiamy z inną osobą, by móc usłyszeć niewypowiedziane dotąd historie rzeczy z perspektywy ludzi, do których one należały. Powstają w ten sposób opowieści: o domu, dzieciństwie, podróżach. Innym razem: o pracy, wierze, pięknie i miłości. Mikrohistorie o życiu, po prostu.

 

Wybrane obiekty oraz fragmenty rozmów z ich byłymi użytkownikami można oglądać w Ratuszu na Placu Wolnica 1, bez konieczności kupowania biletu.

Opiekun: Jacek Kukuczka Zadaj pytanie o obiekt

Obiekty powiązane