T T

W czterech ścianach

Jeszcze niedawno, choć z dzisiejszej perspektywy wydaje się, że w innej epoce, na warsztaty do muzeum przychodziły dzieci. Jednym z punktów programu była opowieść o warunkach życia w przeciętnej krakowskiej chałupie. Pamiętam dzieciaki, które łapały się za głowę: jak w tak niewielkiej przestrzeni mogła się pomieścić wielopokoleniowa rodzina?! Zatem, by zagospodarować ich niedowierzanie, oznaczaliśmy w chałupie miejsca, gdzie można by ułożyć wszystkich do spania: na ławie, w kołysce, za piecem...

Ciasnota to pojęcie względne.

Na kwestionariuszowe pytanie: „Jak się czujesz w domu?” padają odpowiedzi, które można by umieścić na kilkupunktowej skali ocen od „doskonale”, „cudownie” przez „bardzo dobrze”, „normalnie”, „ok”, „jak zawsze” po „źle”, „okropnie” i „fatalnie”. Ostatnio zaczęło nam się też robić ciasno: „w domu jest jakby mniej miejsca”. „Nie wiadomo, na ile to schronienie, a na ile więzienie”.

Dla jednych dom to azyl, sprzymierzeniec w walce z epidemią, dla innych poczekalnia, a nawet łódź podwodna. Wiele osób czuje się w domu niczym w klatce (jak „chomik” albo „papuga”). Niektórzy przyznają wprost: „czuję się jak w więzieniu”, więzieniu „dziwnym”, „bez strażników”, ale „wygodnym”, a nawet „luksusowym”.

„Ile można siedzieć w czterech ścianach?” – ktoś pyta retorycznie.

Czasem czujemy się bezpiecznie i przytulnie, innym razem „siedzenie w czterech ścianach doprowadza do szału”. Brakuje nam świeżego powietrza, bliskich, ale przede wszystkim decyzyjności: kiedy i gdzie wyjść.

Nie bez znaczenia jest miejsce zamieszkania. W blokach czujemy się gorzej, zwłaszcza na małym metrażu, choć są i tacy, dla których 30 mkw we dwoje i z psami to przestrzeń, co prawda, niewielka, ale sprawiająca radość z bycia razem.

Niektórych przytłacza „betonoza za oknem”, snują marzenia o własnym domu z ogródkiem. Kawałek przydomowego trawnika staje się synonimem rajskiego ogrodu, niemal wiecznej szczęśliwości, a jego marna, ale jednak, reprezentacja w postaci balkonu to dla mieszkańców blokowisk luksus.

Dobrze w domu czują się domatorzy (choć i oni mają „powoli dość”) oraz osoby deklarujące udane życie rodzinne. Niektórym doskwiera samotność, innym wręcz przeciwnie: nie mogą wytrzymać z domownikami. „Bycie non stop z partnerem sprawia, że czasem denerwuje, nawet jak kichnie”. Stała obecność bliskich niektórych „dobija”, zwłaszcza nastolatków i studentów. A dzieci, spędzające teraz całe dnie w czterech ścianach, obijają się o nie jak wolne elektrony, doprowadzając rodziców „do szału”.

Ważna okazuje się więc możliwość „odizolowania od reszty domowników (tak, żeby nie wiedzieć, czym oni się zajmują i móc się w pełni poświęcić własnym zajęciom)”.

Zatem próbujemy różnymi sposobami powiększyć swoją przestrzeń życiową. Niektórzy robią generalne porządki, wyrzucają zbędne „graty”, inni decydują się na remonty, a ktoś nawet „dziurę se wyburzył w ścianie”.

Ciekawe, czy po 20 kwietnia ściany będą mniej przytłaczać.


19.04.2020
Agnieszka Marczak

Tekst powstał na podstawie ankiety „Nasze życie w czasach zarazy”, szczególnie na podstawie odpowiedzi na pytanie 4., które brzmi: „Jak się czujesz w domu?”.