T T
Ilustracja autorstwa Anny Zabdyrskiej. Przedstawia wiele rozłożonych płasko obok siebie przedmiotów – komputer, telefon, druty, skarpetki, kubek z parującym napojem.

Rzeczy

Pytanie o przedmiot ważny w czasie zarazy u wielu uczestników badań wywołuje konsternację, może nawet rozdrażnienie: „Nie rozumiem pytania”, „Nic mi nie przychodzi na myśl”. „Teraz to, co najważniejsze, to nie przedmioty”. Raczej „Zdrowie i życie”. 

„Brak przedmiotów. Robię czystki”. Ktoś inny: „Generalnie czuję się sprowadzona do jaskiniowców. Chłop wychodzi na polowanie, a ja pilnuję ognia. 2 skóry na grzbiet na zmianę (w tym wypadku dresiki)”. „Okazało się, że jak się nigdzie nie wychodzi i pracuje z domu, to potrzeby materialne są sporo mniejsze”. „Nie potrzebuję kosmetyków do make-up, większości ubrań i akcesoriów oraz tylu par butów. Biżuteria i zegarki stały się zbędne. Te wszystkie piękne rzeczy, za którymi tak biegałam, o których marzyłam teraz nie mają znaczenia”. 

Wszystko przestało się liczyć? „Jeśli już, to chciałabym mieć pod dostatkiem rękawiczek gumowych i maseczek wielokrotnego użytku”. I „płyny do dezynfekcji (mam je w kilku miejscach i w każdej torebce)”.

Coś jeszcze?

Na czele listy przedmiotów, które wysunęły się na pierwszy plan w czasie pandemii, królują te, które umożliwiają dostęp do internetu: komputer, laptop, telefon, tablet. By być w łączności z tymi, z którymi chcemy/musimy być w kontakcie (także z kilkoma, kilkunastoma osobami naraz podczas wideokonferencji albo świątecznej „wizyty” u rodziny), potrzebujemy ekranu: „dzięki niemu widzę tych, z którymi nie mogę teraz się spotkać”. Urządzenia elektroniczne stały się naszym oknem na świat, narzędziem pracy, źródłem informacji, kiedy chcemy być na bieżąco i „centrum rozrywki”, kiedy chcemy uciec od osaczającej rzeczywistości.

Od wszechobecnego wirusa skutecznie odwracają uwagę książki (wiele głosów za – żałuję, że nie zapytałyśmy o tytuły), telewizor, radio. Ale też planszówki i puzzle (przynajmniej tu można sobie wszystko poukładać). Płyty z muzyką i instrumenty. Farby, pędzle, „mój warsztat malarski”. Rzeczy pomagają nam zająć czymś głowę i ręce: krosno, „Maszyna do szycia, którą pożyczył mi kolega. Chcę się na niej nauczyć szyć”, „Nożyczki, kleje, stare gazety – wypełniają nam z córką czas, robimy kolaże. Wcześniej tak tego nie doceniałam”. „Kolorowe nitki, kordonki, motki... podręczniki do haftu”. „Znalazłam też jeden motek włóczki i druty – kiedyś chciałam nauczyć się dziergać. Robię więc poszewkę na poduszkę”. Działamy, tworzymy. A przedmioty wyzwalają, tak deficytowe w tych dniach, poczucie sprawczości.

W czasie pandemii przedmioty pomagają nam czuć się bezpiecznie: „dach nad głową”, sprawny samochód, pieniądze, karta płatnicza, jedzenie, lodówka (cała kuchnia zyskała na znaczeniu, ale o tym, kiedy indziej), „broń – zapewniająca bezpieczeństwo w przypadku nieprzewidzianych sytuacji”. Zwracamy uwagę na to, co wydawało się oczywiste: „Kran. (Woda i mydło ważne są od zawsze, jednak na kran patrzę teraz z szacunkiem, bo mam dostęp do bieżącej wody, a przecież mogłabym nie mieć)”, „wspaniała ciepła woda w prysznicu”.

Okazuje się, że ważne jest nie tylko mydło (na pewno w pierwszej dziesiątce przedmiotów pierwszej potrzeby, pandemicznych must have), ale też „pachnące mydełka (odrobina zmysłowej przyjemności dla ciała w trudnych czasach, by pamiętało, że jest ważne :) )”. Ciepłe skarpetki, miękkie, wygodne ubrania, koc, kubki, dzbanek na kawę, e-papieros, lufka do palenia, kieliszek, maść na gojenie ran, leki na depresję, baterie do aparatu słuchowego, „krem nivea, bo ręce od mycia są ciągle suche”. Z każdą wymienioną rzeczą wkraczamy w prywatne światy, otwierają się przed nami intymne obszary czyjegoś życia (w czasach zarazy):

„Zdjęcie mnie i mojej dziewczyny”.
„Różaniec”.
„Rower – daje mi niezależność i możliwość przemieszczania się mimo epidemii”.
„Śpiwór, latarka czołowa, górskie ciuchy i sprzęt biwakowy – cała reszta to udogodnienia”.
„Świeca, przy której medytuję, bo jest trochę jak kotwica albo latarnia morska, jako symbol drogi do spokoju”.
„Dostałam piękną szpilę do włosów pocztą z Anglii, na urodziny od przyjaciółki, zanim poczta zablokowała przesyłki zagraniczne. To jest mój symboliczny, metaforyczny link ze światem zewnętrznym, są tam ludzie, gdzieś daleko czy za granicą czy też daleko, bo w kwarantannie obok, z którymi mam link”.
„Kamień, który znalazłam w strumyku we Włoszech - symbol przekraczania granic, bycia na zewnątrz”.
„Gałązki ze spacerów z psem”.
„Pamiętnik”.
„Gitara, która została w innym mieszkaniu”.
„Moja obrączka”.
„Ślubny serwis kawowy rodziców, porcelanowe szklanki babci, stara bawełniana pościel”.



Jedna z uczestniczek badań napisała o wypełniających dom przedmiotach „odziedziczonych po poprzednich pokoleniach”: „Mocniej niż kiedykolwiek czuję – za ich pośrednictwem – więź z, jakkolwiek to zabrzmi – przodkami. Ich historie nagle nabierają konkretu. Ta o prababci, która wraz z najmłodszym dzieckiem, zmarła na hiszpankę. O pradziadku, który niemal natychmiast ożenił się po raz wtóry, by zapewnić opiekę pozostałym dzieciom – sam musiał wracać na wojnę. O pracioci, która jako nastolatka zmarła na gruźlicę. O drugim pradziadku, który zamarzł w Kazachstanie. O wujkach, którzy zginęli w Auschwitz. Pozostały po nich piękne przedmioty. I one coś mówią o tamtej grozie. Nie wiem jeszcze co, ale dają dziś do myślenia. Jakoś inaczej się ich używa”.

Myślę, że rzeczy pomogą nam kiedyś opowiedzieć o tym, kim byliśmy w tym dziwnym czasie, czasie zarazy. I idę o zakład, że będziemy tą opowieścią zaskoczeni. Także tym, że naprawdę pomyśleliśmy, że rzeczy się nie liczą i przez moment wydawało nam się, że przestaliśmy ich potrzebować.

19.05.2020
Dorota Majkowska-Szajer


Tekst powstał przede wszystkim na podstawie odpowiedzi na pytanie nr 39: „Jakie przedmioty są teraz dla Ciebie ważne?”, a także nr 40: „Czego potrzebujesz? A może czegoś przestałaś/eś potrzebować?”.