T T
Ilustracja Anny Zabdyrskiej utrzymana w prostej biało-czarnej kolorystyce. Cała zajęta jest przez rysunki porozrzucanych zabawek.

Rodzice – na huśtawce, w areszcie

„Za niedługo wywiozą mnie w kaftanie. Dzieci są nieznośne” – napisał ktoś w odpowiedzi na pytanie o to, jak organizuje dzieciom czas w okresie pandemii. Tego czasu do zorganizowania było dużo, jak nigdy dotąd. Zawieszono działanie szkół, przedszkoli, żłobków. Wymóg izolacji spowodował, że właściwie przestało mieć znaczenie, czy dziadkowie mieszkają w tym samym mieście, czy na innej planecie. Podobnie jak koleżanki i koledzy. Do tego nieczynne place zabaw, kina i inne miejsca rozrywki, a w okresie najbardziej radykalnych ograniczeń także parki, tereny zielone. Rodzice z zazdrością spoglądali na sąsiadów przechadzających się z psami – z czworonogiem wolno było wychodzić na spacer. Wobec opiekunów dzieci takich ulg nie zastosowano. Dzieci potrzebują ruchu? Muszą się wybiegać? Zorganizuj im coś, ale ZOSTAŃ W DOMU.

No dobrze, zostajemy. Razem. Pracę, sprzątanie i sen odkładamy na kiedy indziej i wyzwalamy w sobie pokłady kreatywności. Teraz „robimy wszystkie rzeczy, na które nie było czasu”: bawimy się, gramy w planszówki i gry komputerowe, budujemy z klocków, układamy puzzle, rysujemy suchymi pastelami, malujemy farbkami do ubrań, wycinamy serwetki z papieru, robimy origami, lepimy z plasteliny i ciastoliny, organizujemy grę w szachy przez telefon, teatrzyk kukiełkowy, urządzamy kino domowe z bajkami, mini-lekcje przyrodnicze, oglądamy relacje z ogrodów zoologicznych, dużo czytamy (książki i czasopisma dla dzieci), słuchamy bajek z winylowych płyt i audiobooków, opalamy się na balkonie, sadzimy rośliny, robimy eksperymenty, ćwiczymy (także jogę), słuchamy muzyki i muzykujemy, tańczymy, jemy pałeczkami, wymyślamy gry domowe, wracamy do zapomnianych książeczek, zabawek, budujemy forty z klocków i mebli, namioty z koców, spacerujemy po podwórku i – jednak, wbrew zakazom – jeździmy do lasu („w bardzo odludne miejsce”, „czasem te krótkie spacery urastają do rangi przygody”). Dzieci cieszą się, że „nigdzie nie trzeba się spieszyć”. Dużo rozmawiamy, dużo się przytulamy, wspólnie gotujemy („to, co lubią”). Jest fajnie. „Dzieci śpią w namiocie w salonie”.

Luzujemy rygory („Mama, jak nie jeździsz do pracy, to się tak nie drzesz”). Pozwalamy dzieciom na więcej czasu przed ekranem – komputera, telewizora, smartfona. Te ekrany to przecież jedyny klucz dostępu do świata, który jest na zewnątrz, do tych, za którymi tęsknią (choć okazuje się, że przyjaciele oglądani przez szybkę to nie to samo, co na żywo: „Albo trzepak, podwórko, albo nic”, „komputer i internet stał się znienawidzonym narzędziem”). „Bywają dni, gdy filmy są ratunkiem przed totalną katastrofą”. Włączamy je, bo chcemy poprawić nastrój, zapomnieć o wirusie, odpocząć, uwolnić się od konieczności zabawy – w końcu jesteśmy dorośli. No i czasem musimy jednak pracować. Oczywiście nie wtedy, kiedy są lekcje do zrobienia. „Zajęć szkolnych jest bardzo dużo i zadawanych prac też”. „Musimy być rodzicami-nauczycielami bez przygotowania pedagogicznego”. 

Nikt nas też nie przygotował na rozmowy o wszechobecnej zarazie. Do tego, żeby przekonująco, ale bez zagłębiania się w niewygodne rozmowy o chorobie i śmierci, nakłonić dzieci do stosowania się do trudnych do zniesienia zaleceń. „Dzieciom brakuje normalności, niezbyt odnajdują się z ‘areszcie domowym’”. Boją się. („Syn ma 11 lat, nie lubi, gdy ktoś w jego otoczeniu mówi o wirusie – poprosił o niemówienie o wirusie”). „Kiedy to się skończy?”, pytają. Mamy im odpowiedzieć, że nie wiadomo? 

„Dzień jest długi i męczący pod względem obowiązków. Muszę być jednocześnie matką, nauczycielką, kucharką, sprzątaczką, koleżanką itp.”. Ale to za mało. „Dzieci reagują agresją na zamknięcie w domu”. „Dziecko jest coraz bardziej nerwowe”, „miewa kryzysowe dni, kiedy płacze, marudzi, zupełnie nie ma ochoty na żadne zabawy, ma książkowego doła i głośno mówi o tym, że nienawidzi koronawirusa i że chce już wrócić do przedszkola”. „Na samym początku [syn] był zachwycony brakiem szkoły, potem – zestresowany i wyraźnie chciał całą tę sytuację przeczekać, nie robiąc nic”. „Moje dziecko jest przewlekle chore, więc od grudnia miało zakaz dynamicznej zabawy. Bardzo źle znosi ciągłe siedzenie w domu, ma wybuchy agresji rano i wieczorem. Bardzo mi go żal”. 

A przecież nie wszyscy rodzice mogą pracować zdalnie lub choćby opiekować się dzieckiem na zmianę. „Dziecko [dziewięciolatek] nie może tylko zrozumieć, dlaczego musi być samo w domu, dlaczego nie mogę być z nim”. „Moje dziecko boi się samo siedzieć w domu, odkąd ktoś z rana mocno pukał do drzwi, wcześniej zostawało chętnie w domu samo”. 

Bywa strasznie, smutno, wesoło, nudno, czule, nerwowo, bardzo dobrze, bardzo źle. „To jest huśtawka, raz jest w porządku a raz czarna rozpacz”.

Dzieci w końcu wrócą do żłobków, przedszkoli, szkół – niektóre już wróciły do placówek opiekuńczych (pozbawionych dywanów i trudnych do odkażenia zabawek, z zakazem przytulania). Ale my nie przestaniemy być rodzicami. Odetchniemy z ulgą? Czegoś nam będzie brakowało? 

I kim właściwie są dzieci? W ankiecie pojawiają się wzmianki o tych, na które dopiero czekamy (i o tych, których nie będzie – kilka osób wspomniało, że porzuciło myśl o sprowadzaniu dzieci na taki świat), o niemowlętach („Mój syn jest zbyt mały, żeby zdawać sobie sprawę z tego, co się dzieje. Jest taki radosny i beztroski, że zazdroszczę mu tego stanu. Cieszę się, że jest nieświadomy wydarzeń”, „Jako noworodek córka jest za młoda, by coś z tej sytuacji do niej dotarło. Ale stan epidemii wpłynął i na jej pierwsze dni […]. Mąż nie mógł towarzyszyć przy porodzie ani potem pomóc przy dziecku. Bez niego rodziłam w dużym niepokoju i poród trwał długo. Mąż zobaczył małą po raz pierwszy dopiero kilka dni później”). Rodzice piszą o kilkulatkach, nastolatkach, ale też dorosłych dzieciach („Zawsze to ja chroniłam je, a teraz role się odwróciły”, „Szlag mnie trafia, że nie mogę polecieć na kilka dni i zobaczyć bezpośrednio. Już mi bilety przepadły”).

Zdarza się, że dzieci same zabierają głos: „Ja jestem dzieckiem i mam dość”.

11.05.2020
Dorota Majkowska-Szajer

Tekst powstał na podstawie odpowiedzi na pytanie numer 26: „Jak organizujesz czas swoich dzieci/swój czas z nimi? Jak Twoje dziecko/dzieci reagują na zaistniałą sytuację?”