T T
Grafika autorstwa Anny Zabdyrskiej utrzymana w prostej, czarno-białej kolorystyce. Przedstawia dwie postaci – męską po lewej i kobiecą po prawej stronie. Między nimi znajduje się pusta przestrzeń. Całość układa się w kształt serca.

Miłość w czasach zarazy

Zanim powstaną naukowe opracowania o dzisiejszej pandemii, street art, hip hop oraz... kwestionariusz Nasze życie w czasach zarazy oferują możliwość wypowiadania komentarzy społecznych. W marcu norweski artysta uliczny Pøbel stworzył w Bryne mural Lovers (Kochankowie), który szybko obiegł cały świat. Na graffiti widać całującą się parę w maskach. „Mimo że wszyscy przechodzimy przez trudny okres, wciąż istnieje serce, miłość i współczucie” – stwierdził optymistycznie artysta na łamach „New York Times”.

Graffiti Pøbela oddaje to, co pojawia się w odpowiedziach na kwestionariusz: ambiwalencję w przeżywaniu miłości. Miłość bowiem w czasach zarazy to historia bliskości i dystansu. Kochankowie, mimo że trwają w miłosnym uścisku, noszą maski uniemożliwiające im pocałunek. Bolesna zasada społecznego dystansu... „Cały czas myślę o tym, kiedy uda mi się spotkać z chłopakiem, boję się, że obecna sytuacja może wpłynąć negatywnie na naszą relację”.

Pary, które nie mieszkają razem, bez względu na to, czy są po drugiej stronie miasta, czy na drugim końcu świata, tak samo cierpią z powodu rozłąki. „Chciałabym się spotkać z chłopakiem, ale nie mogę ryzykować ze względu na mamę, z którą mieszkam”. „Brakuje mi spotkań z chłopakiem (nie odwiedza mnie w związku z kwarantanną – jest to związek na dużą odległość)”.

Wymiar przestrzenny miłości jest bardzo wyraźny. „Zbliżyłyśmy się z siostrami, ale czuję oddalenie z przyjaciółkami i chłopakiem przez to, że nie mogę się z nimi spotkać, przytulić”. Płaszczyzną spotkania z tymi, którzy znajdują się dalej, stała się tęsknota, zaspokajana wirtualnym kontaktem. „Zmieniły się relacje z moim chłopakiem, z którym nie widziałem się obecnie od półtora miesiąca – musieliśmy przenieść rozmowy do internetu. Brakuje mi jego bliskości, ciepła i intymności”.

Nie wiadomo, kiedy przywitamy się na lotnisku, dworcu, pod ulubionym kasztanem, „tam, gdzie zawsze”. „Od dwóch miesięcy nie widziałam swojego chłopaka, który mieszka na innym kontynencie. Nie wiem, kiedy go zobaczę”. Bo nie wiemy, kiedy będzie to możliwe. Czasem jednak, choć bez daty, mamy już obmyślony plan. Na pytanie „Jak tylko skończy się epidemia...” pojawiają się odpowiedzi: „pójdę na randkę z dziewczyną do naszej ulubionej kawiarni”, „oddam dzieci pod opiekę dziadków (oni też nie mogą się doczekać) i pójdę na randkę z moim mężem”, „pójdę z moim ukochanym spotkać się z przyjaciółmi i będziemy tańczyć do rana”, „będę przywiązywać wagę do tego, co w życiu najważniejsze. Do miłości”, „umówię się na seks z chłopakiem z Tindera. A później wyjadę z Polski”.

Skarżymy się w kwestionariuszach na brak miłości. „Teraz widzę, że miłości naprawdę mi brakuje i nie mogę już tego braku zapychać tysiącem aktywności”. Brakuje nam rzeczywistego kontaktu z drugim człowiekiem, bliskości, intymności. „Bardzo brakuje mi tańca z partnerem. Seksu. Pączków z osiedlowej cukierni”. „Brakuje mi codziennego, fizycznego wsparcia ukochanego”. „Brakuje mi poczucia bycia kochaną. Brakuje mi fizycznego kontaktu i możliwości go nawiązania”. „Jestem zwyczajnie jeszcze bardziej odarta z bliskości, z sensu, z intymności”. Potrzebujemy wsparcia, ciepła i uwagi. „Potrzebuję przytulania, jak zawsze, a zostałam w izolacji sama. Potrzebuję towarzystwa, a nie mam go”. 

Nic więc dziwnego, że dla niektórych czas pandemii to również moment rodzenia się nowych relacji, nowych miłości. „Znalazłam sobie też chłopaka, którym stał się jakiś czas temu poznany człowiek”. Korzystamy z aplikacji randkowych, by poznawać nowych ludzi. „Nowe relacje nawiązuję przez portale randkowe dla zabicia czasu”. „Założyłem aplikacje Tinder i Badoo i tam poznaję dużo nowych kobiet”. „Tinder pozwala zmieniać lokalizację na całym świecie, więc można porozmawiać z innymi ludźmi, którzy też zmagają się z zamknięciem”.

Partnerka czy partner, czasem, choć blisko, nie wypełniają w pełni naszej potrzeby miłości. Pragniemy kontaktu też z innymi ludźmi: rodziną, przyjaciółmi, a nawet współpracownikami. „Potrzebuję oparcia bliskich, którego nie mam teraz w wystarczającym stopniu. Mam w domu jedynie partnera, który jest moją ostoją spokoju, ale nie zawsze wystarcza”. „Mam wrażenie, że się do siebie w pracy zbliżamy, staramy się więcej rozmawiać zdalnie - potrzebujemy bliskości i przynależności. W domu wyszło trochę frustracji – ale dalej się kochamy”.

Jak w powieści Gabriela García Márqueza, tak i w naszych czasach zarazy miłość pokazuje swe różne oblicza. Jest miłość młodzieńcza i małżeńska, jest tęsknota, intymność, bliskość, dystans i pożądanie. „Potrzebuję wielu rzeczy, chociaż jedna najbardziej nasuwa mi się na myśl: miłości, bo nie wiadomo, ile jeszcze życia jest nam dane”.

Z miłością wiążą się też obrazy, które na długo zapamiętamy: „zdjęcia pełne radości i miłości do drugiego człowieka, kiedy wyzdrowiała staruszka we Włoszech, a w Chinach (chyba) chory mógł zobaczyć wschód słońca”. Jedna z osób w kwestionariuszu zwierzyła się, że poprzez miłość realizuje swoje potrzeby duchowe.

„Śmierć przychodzi niepostrzeżenie i zabiera bez względu na to, co posiadamy, nie pyta, nie negocjuje. Dziś jesteśmy, jutro już może nas nie być i możemy nie zdążyć powiedzieć kocham, przytulić, przeprosić, ucałować”. 

12.05.2020
Agnieszka Marczak

Tekst powstał przede wszystkim na podstawie odpowiedzi na pytanie numer 40: „Czego potrzebujesz? A może czegoś przestałaś/eś potrzebować?”.