T T

Koronarośliny

Wiosna wydarzyła się poza nami. Weszliśmy na długo do domów, kiedy jeszcze śnieg nikogo by nie zdziwił, a wyszliśmy z nich prosto w zapach kwitnących już bzów, kasztanów i świeżej trawy.

Nie znaczy to jednak, że wiosna w tym roku pojawiła się niezauważona. Wręcz przeciwnie: obserwowaliśmy każdy nowopowstający listek na drzewie, dziwiliśmy się, jak szybko zazieleniło się wino i zakryło odpadający tynk kamienicy, kibicowaliśmy mleczom, by zbyt prędko nie musiały się zmierzyć z ostrzem kosiarki. Wszystko to widzieliśmy jednak z perspektywy, dystansu, zza szyby. I zapragnęliśmy w tym uczestniczyć.

W kwestionariuszu nie ma pytania o rośliny. Pojawiają się jednak tu i ówdzie, puszczają kłącza w odpowiedziach na rozmaite pytania: od „Jak się czujesz w domu?” po „Za co czujesz się odpowiedzialny/a?”, jakby domagały się miejsca w naszym życiu w czasach zarazy.

Przede wszystkim zaczęliśmy dostrzegać rośliny domowe. Może wcześniej nie było na to czasu?

„Mam teraz czas, żeby obserwować jedyną roślinkę doniczkową w domu. Wiem o niej dużo więcej niż o pozostałych, które kiedyś mieliśmy i »wykończyliśmy«: jak zachowuje się w poszczególnych porach dnia, gdzie lubi stać, w jaki sposób lubi być podlewana, jak reaguje na otwarte okno, jak na słońce, a jak na sztuczne światło”.

Rośliny nas zaciekawiają i chcemy je lepiej poznać. W kwestionariuszach na pytanie o wolny czas pojawiają się odpowiedzi związane ze zdobywaniem wiedzy o domowej zieleni: „czytam poradniki”, „oglądam kanały o roślinach na YouTube”, „przeglądam grupy roślinne na Facebooku”.

Wiele osób dla odpoczynku „grzebie w ziemi”. Sadzi, przesadza, dopieszcza, rozmnaża, przycina, przeciera listki. Ktoś wprost przyznaje, że to „jedyny pozytyw pandemii”.

Rośliny „są namiastką przyrody w domu”. Sprawiają radość, kiedy rosną i puszczają młode liście. Niektórzy z nas zaczęli regularnie kupować cięte kwiaty i rośliny doniczkowe. Jedna z kobiet zwierzyła się w kwestionariuszu, że jedyną rzeczą, którą kupiła w czasie zarazy do domu jest bardzo duża roślina doniczkowa: „Nazywa się ją u nas – koronarośliną”.

Dostrzegamy potencjał balkonu jako przydomowego ogródka: „Najbardziej cieszy mnie, że zasiałam różne roślinki, które miałam posadzić na działce, ale w tej sytuacji – w pojemnikach. Cieszy mnie, że zaczynają kiełkować”.

Sadzimy rośliny balkonowe, organizujemy w skrzynkach ogródki warzywne. Niektórzy wprost przyznają, że teraz mają na to czas. Innych z kolei irytuje, że nie mogą pójść do ulubionego sklepu ogrodniczego. „Uwielbiam rośliny, ale w tym roku chyba nic nie będzie z wiosennego ogródka na balkonie. Trudno. Mam chociaż iglaki”.

Z roślinami w domu rozmawiamy i czujemy się za nie odpowiedzialni. Mają też na nas dobroczynny wpływ: „Przeniosłam sadzonki roślin z biura do domu, dbanie o nie i patrzenie jak rosną w jakiejś części chyba zaspokaja te duchowe potrzeby”. Są nazywane w kwestionariuszach jednymi z najważniejszych przedmiotów w czasie zarazy.

I dotrzymują nam towarzystwa. Ktoś napisał: „mam tylko roślinkę. Miło mieć roślinkę w takim czasie”.

5.05.2020
Agnieszka Marczak

Tekst powstał przede wszystkim na podstawie odpowiedzi na pytanie numer 5: „Czy patrzysz teraz na swój dom inaczej? Widzisz tam rzeczy, których wcześniej nie zauważałaś/eś? Jak dbasz o przestrzeń wokół siebie?” oraz pytanie numer 29: „Co sprawia Ci radość? Co robisz, by poprawić sobie nastrój?”.