Cep

zdjęcie obiektu zdjęcie obiektu

Cep z wiązaniem kapicowym. Dzierżak z młodego świerka zakończony gałką, wokół której obraca się swobodnie skórzany kapturek (kapica), obwiązany papierowym sznurkiem i sznurowadłem. Bijak krótki, średnio lekki, z drewna młodego grabu, u dołu okrągły w przekroju, wyżej prostokątny ze ściętymi krawędziami. Kapica przymocowana do bijaka dwoma paskami surowej skóry. Ogniwo łączące dzierżak z bijakiem (na południu Polski zwane sforą) z podwójnego rzemienia zaplecionego na końcu.


Jak wiadomo konstrukcja cepa jest prosta. To podstawowe narzędzie do młócenia zboża – od około V w. naszej ery do drugiej połowy XX w., gdy wyszło z użycia – miało formę dwóch związanych ze sobą kijów. Kije były nierówne: dłuższy – dzierżak trzymano podczas młocki w rękach, a krótszy – bijak uderzał w kłosy, z których wysypywało się ziarno. Drzewce były połączone wiązaniem. Taki opis dobrze oddaje prostotę cepa, ale na nim ta prostota się kończy. Dalej zaczyna się fascynujący obszar analiz etnograficznych.


Pierwszym badaczem, który zainteresował się cepami był Seweryn Udziela, założyciel Muzeum Etnograficznego w Krakowie. W 1901 r. w czasopiśmie „Lud” zamieścił on niewielką rozprawę, w której opisał cep oraz technikę młocki, a także zamieścił kwestionariusz pomocny w gromadzeniu materiałów etnograficznych dotyczących narzędzi rolniczych. Udziela zauważył, że w różnych częściach kraju kształty, nazwy, sposoby wyrobu i użycia cepów znacząco się różnią. Dwie dekady później profesor Kazimierz Moszyński, autor monumentalnej „Kultury ludowej Słowian”, uznał wiązania cepów za jedne z najciekawszych pod względem etnogeograficznym obiektów z dziedziny kultury materialnej w Polsce i podjął próbę ich klasyfikacji oraz wyznaczania zasięgów poszczególnych odmian. Po II wojnie światowej tematykę tę objęły badania Polskiego Atlasu Etnograficznego. Uwzględniono w nich zwłaszcza formę bijaka, obrotowość drzewc, rodzaj wiązania i określenia gwarowe związane z poszczególnymi częściami narzędzia.


Z etnograficznych analiz prostej konstrukcji cepów wynika, że miały one kilka odmian. W zależności od wiązania łączącego kije określa się je jako kapicowe, gązewkowe, pałączkowe, ogniwkowe, pętlicowe lub tulejkowe. Oczywiście występowały również formy mieszane. Wiązania cepów wykonywano ze skóry bydlęcej, cielęcej, końskiej, a na północy Polski używano także skóry węgorza. Ogniwa robiono też ze sznurów konopnych, wici dębowych, wiklinowych oraz metalu. Pałączki cepów pałączkowych były z dębiny, jałowca, wierzbiny lub klonu.


Etnografowie wzięli na warsztat także proporcje i formy drzewc. Powszechnie przyjętą miarą ich długości były pięści. Odmierzanie właściwego rozmiaru opisał Seweryn Udziela: „Kij obejmuje się czterema palcami ręki prawej tak, aby zrównany koniec nie wystawał z zaciśniętej dłoni, a wzdłuż kija kładzie się wyprostowany palec wielki tej ręki. To jest miara. Potem obejmuje się kij lewą ręką w taki sam sposób, jak prawą opierając dolną część złożonej dłoni na wierzchołku wyprostowanego palca ręki prawej, i znowu wzdłuż kija wyciąga wielki palec ręki lewej. To jest druga miara. Potem odejmuje się prawą rękę z dołu i obejmuje kij ponad rękę lewą, tą zaś ponad prawą i w ten sposób mierzy się długość kija. Aby zaś nie zapomnieć ile razy mierzyć trzeba w sposób wyżej opisany, za każdem objęciem kija ręką mówi się: 
Gdzie idzies? Do lassa.
Po co? Po kijak.
Na co? Na dzierżak.
Wiem go. Utnę go.
Po ile? Po tyle.
I w tem miejscu po odmierzeniu dziesięciu miar ucina się kij, który mierzącemu zawsze będzie sięgał pod nos, gdy dzierżak postawi na ziemi, a sam stanie przy nim wyprostowany”.


Podobnie odmierzano długość bijaka, ale formuła wyznaczająca jego rozmiar była krótsza. Bijaki różniły się długością, przekrojem i ciężarem. Ich wariantów było co najmniej pięć. Najlepszym drewnem na bijak był grab – ciężki i wytrzymały.


Cepy służyły do ręcznego młócenia zboża. Ludoznawcy opisując młockę sprzed wieku odwoływali się do metafor zaczerpniętych ze świata muzyki, a próbując określić rytm pracy sięgali po onomatopeiczne łupu-cupu. I jak w muzyce zwracali uwagę na harmonię: „Z dala ze wsi daje się poznać, czy wszyscy młócący dorównują sobie, czy niektórzy między nimi partaczą z niedostatku sił lub lenistwa. Jeśli często zdarzały się kolizje bijaków w górze, to mówiono, że „cepy się żrą, będzie mróz”. Młócić można było w pojedynkę, dwójkę, trójkę lub w czwórkę. „Do młócenia przychodzi robotnik w ubraniu stosunkowo lekkiem i niezbyt obcisłem. Kiepski by to już był chłop, któryby przy tej robocie dosyć ciepła z samego ruchu nie czuł i dopiero w ubraniu go szukał. Musi też i fajczarz pozbyć się na czas styczności ze słomą swej dymiącej towarzyszki” – taki fragment znajdziemy w opisie młocki w powiecie wadowickim pióra ks. Jana Sadowskiego.


Zanik młocki cepami nastąpił w latach 1955-1970, ale nawet później używano ich do młócenia roślin strączkowych i pastewnych oraz dla uzyskania prostej słomy. Można by sądzić, że rolnicy z ulgą pożegnali cepy. Jednak podczas badań etnograficznych zanotowano opinie, że praca cepami była doskonałą gimnastyką i miłym sposobem spędzania czasu. „Poszedł niejeden do stodoły, żeby się poruszać. Popukał, popukał i czas mu się nie dłużył przy domu”, usłyszeli badacze w okolicach Dukli.

 

Opracowała Justyna Masłowiec.


Wybrana literatura:
Moszyński K., Kultura ludowa Słowian, T. I, Warszawa, 1967, s. 216-220.
Sadowski J., Młocka w powiecie wadowickim. „Lud”. Organ Polskiego Towarzystwa Ludoznawczego, 1905, T. 11, s. 171-178.
Trojan M., Młócenie zbóż, [w:] Komentarze do Polskiego Atlasu Etnograficznego, Wrocław, 1994, T. I, cz. 2, s. 95-127.
Udziela S., Cepy, „Lud”. Organ Polskiego Towarzystwa Ludoznawczego, 1901, T. 7, s. 272-275.
 

 

Opiekun: Justyna Masłowiec Zadaj pytanie o obiekt

Obiekty powiązane