Panczeny

zdjęcie zdjęcie

Zima na Placu Wolnica trwa w najlepsze. Na otwartym tu lodowisku krakowianie ćwiczą piruety, a muzealnikom towarzyszy przy pracy dobiegająca stamtąd muzyka. Zainspirowani tym zimowym sąsiedztwem, zaprosiliśmy do MEK byłą użytkowniczkę panczenów z naszej kolekcji, by porozmawiać o dawnych krakowskich ślizgawkach i zapytać czy nadal jeździ na łyżwach. Rozmowa jednak zeszła na walentynkowe tory…

MIŁOŚĆ

Tak miało być. Zawsze był mój. Od samego początku.

Pani Anna poznała męża Marka, kiedy mieli po 12 lat, w 1957 roku na „cudownym spotkaniu dziecięcym”- jak określiła przyjęcie zorganizowane przez jej ciotkę. Po wielu latach randek, rozstań i rozmaitych perypetii wzięli ślub w 1972 roku.

LODOWISKO

Na randki chodzili pod koniec lat 60. między innymi na „Sokoła” na końcu ulicy Piłsudskiego, obok tzw. Czerwonego Domku. Było tam amatorskie lodowisko zrobione po prostu z wylanej wody. Pani Anna nie pamięta czy w Krakowie były wtenczas inne lodowiska, za to wspomniała o tzw. szlajkach. Były to zamarznięte fragmenty ulic i parkowych ścieżek, po których dzieci chętnie się ślizgały.

Teraz, jak widzę te lodowiska, to mnie ciągnie i chciałabym, ale miałam nogę złamaną i boję się, że sobie coś uszkodzę. Z przyjemnością bym pojeździła. Bardzo by mi się to przydało dla kondycji. […] Z jednej strony w środku czuję się bardzo młodo, no ale opakowanie się psuje bezlitośnie i na to nie ma rady.

ŁYŻWY

Oczywiście o figurówkach nie było mowy, bo mnie nie było stać na figurówki.

Pani Anna jeździła na łyżwach przykręcanych do butów, jej mąż i szwagier Józef – mieli znacznie wygodniejsze panczeny. Czasami pan Marek pożyczał dla niej drugą parę od brata. Choć panczeny były za duże (nr 41), to pani Anna przyznała, że było jej w nich wygodnie, jakoś się je zasznurowało i się jeździło.

ZIMA

Lubię jak jest ciepło, ale zima, Boże Narodzenie powinno być ze śniegiem.

Rozmowa o panczenach przywołała najpiękniejsze wspomnienia. Jedno z nich pochodzi z około 1968 roku, z czasów, kiedy pracowała jako organizatorka imprez, m.in. w popularnym również dziś „Feniksie” na ul. Św. Jana.

Wychodzę z „Feniksu”, to było około pierwszej w nocy, podchodzę do Rynku, a Rynek jest gładziusieńki, zasypany śniegiem świeżutkim. Bajka! I w pewnym momencie tu od kościoła: [tu pani Anna naśladuje stukot kopyt]. I ta dorożka! Rynek był pusty, nie było w ogóle ludzi – coś tak pięknego!

Opracowała Agnieszka Marczak. 

 


O cyklu MIKROHISTORIE

Spoglądamy na przedmioty z kolekcji MEK oczami ich dawnych użytkowników. Co miesiąc rozmawiamy z inną osobą, by móc usłyszeć niewypowiedziane dotąd historie rzeczy z perspektywy ludzi, do których one należały. Powstają w ten sposób opowieści: o domu, dzieciństwie, podróżach. Innym razem: o pracy, wierze, pięknie i miłości. Mikrohistorie o życiu, po prostu.

 

Wybrane obiekty oraz fragmenty rozmów z ich byłymi użytkownikami można oglądać w Ratuszu na Placu Wolnica 1, bez konieczności kupowania biletu.

Opiekun: Karolina Pachla-Wojciechowska Zadaj pytanie o obiekt

Obiekty powiązane