Kuchenka przenośna | Mikrohistoria 16.04–14.05

Zdjęcie kuchenki przenośnej Zdjęcie kuchenki przenośnej
Janusz Kamocki (ur. 1927) – etnograf, podróżnik, doktor nauk humanistycznych. Prowadził badania terenowe między innymi w Azji Środkowej i Południowo-Wschodniej. Podczas swoich podróży zebrał ogromną liczbę obiektów do kolekcji etnograficznych w Polsce.

NAUKA JĘZYKA

Etnograf spędził w Indonezji kilkanaście miesięcy, prowadząc badania terenowe w różnych regionach tego kraju. Podjął się także nauki tamtejszego języka.

„Uczyłem się od misjonarza, a potem lekcje brałem od kilkuletniej córki Andrzeja Wawrzyniaka [twórcy Muzeum Azji i Pacyfiku w Warszawie]. Chodziliśmy razem do sklepów. Musiałem wszystko załatwiać, ona się włączała dopiero wtedy, jak już nie dawałem rady. Po powrocie dostawałem stopień. Dziewczynka była bardzo zadowolona, że mogła mi dawać oceny”.

INDONEZYJSKI ŚLUB W POLSKIM GARNITURZE

Kamocki był jednym z pierwszych Europejczyków, który na początku lat 70. otrzymał stypendium od rządu indonezyjskiego. Przyznana mu kwota nie była jednak duża. Etnograf starał się żyć jak najoszczędniej, by móc kupić jak najwięcej obiektów.

„Dobrze, że goły stamtąd nie wróciłem! Pojechałem w moim ślubnym garniturze. Ten garnitur już nie bardzo się chciał na mnie zapinać, ale wiedziałem: jedno porządne ubranie muszę mieć. Poza tym wiedziałem, że będę goszczony w ambasadzie, więc wziąłem. I ja później przehandlowałem swój garnitur. Najlepsze tkaniny z Palue kupiłem za mój garnitur. Gwarantuję, że przez dłuższy czas wszystkie śluby na wyspie Palue były brane w tym garniturze”.

ORZECHOWE SZASZŁYKI

Jednym z zakupionych wówczas obiektów jest przenośna kuchenka do robienia satay, czyli szaszłyków z różnego rodzaju mięsa, podawanych najczęściej z sosem z orzeszków ziemnych. Te szaszłyki są sprzedawane przez ulicznych handlarzy.

„Łazi taki po ulicy i krzyczy. Ma taką kuchenkę na ramieniu. Tak jak lodziarz u nas chodzi po plaży i lody sprzedaje. Z tym, że on tam lodów nie robi na miejscu, a tutaj można takiego pana zawołać, on od razu podgrzewa i robi świetne, maleńkie szaszłyki”.

Kamocki chciał kupić kuchenkę od razu, ale okazało się to niemożliwe.

„Powiedział, że tego dnia nie może sprzedać, więc przyniesie za dwa dni tę kuchenkę, no bo on z tego żyje. Musi sobie więc skombinować następną, żeby tę mógł sprzedać”.
 
Opracowała Agnieszka Marczak