Kosa I Mikrohistorie 24.07.-20.08.2018

zdjęcie zdjęcie

Zrezygnować z pracy w korporacji, uciec z dużego miasta i zaszyć się w Bieszczadach – w ostatnich latach takie historie pojawiają się jak grzyby po deszczu. Natomiast wielu z tych, którzy zostali w mieście, próbuje zaspokajać swoje ogrodnicze potrzeby, kupując ogródki działkowe, zajmując się urban gardeningiem czy po prostu sadząc truskawki, zioła i pomidory na swoich balkonach. Ucieczka od miejskiego zgiełku nie jest, oczywiście, niczym nowym, o czym rozmawialiśmy z jednym z naszych darczyńców – panem Ryszardem.

 

Pan Ryszard urodził się jeszcze przed wojną, jako przedszkolak uścisnął dłoń samemu… Józefowi Piłsudskiemu. Jako syn lotnika chodził bowiem do przedszkola w Belwederze. Całe życie mieszkał w dużych miastach, nie tylko w Warszawie, ale także w Toruniu i w Krakowie. W latach 50. XX wieku, szukając miejsca na wakacje, pan Ryszard już z własną rodziną znalazł niewielki domek koło Tokarni, na południowym stoku góry z panoramą na Beskid Wyspowy.

„To była taka chałupka, gdzie mieszkała tylko koza i króliki. Była jedna izdebka, trzy na trzy metry, i kuchenka. Potem myśmy to rozbudowali, rekonstrukcję żeśmy robili, bo dach był jeszcze słomiany. Na rogu chałupki jest drzewo o kształcie gigantycznych wideł, konstrukcja belek na tym się opiera. Więc jest to jednocześnie konstrukcyjne i dekoracyjne”.

Pan Ryszard wyposażył swoją chałupę w przedmioty pozyskane od okolicznych gospodarzy, ale nie tylko…

„My mieszkamy tam od tak dawna, że te kontakty w sposób naturalny powstały. No dawniej nie było wiktuałów, to człowiek się zaopatrywał i wiedział, że u tego gospodarza to wspaniałe masło, u tego chleb. Jak tam przyjeżdżałem, no to ja idę do gospodyni, pięknie się jej kłaniam, daję jej czekoladę i proszę, czasem pognębię, żeby upiekła mi ten wspaniały, domowy chleb”.

Wśród przedmiotów pozyskanych od gospodarzy znalazła się kosa, wykonana przez miejscowego cieślę „ze specjalnie wykonanego drzewca, aby była leciusieńka. Kosa jest wspaniale wymodelowana. Dla tego, kto umie kosić, to poezja!”.

Tą kosą przez wiele lat pan Ryszard kosił trawę wokół swojej chałupy. Obecnie już używa kosiarki. „Z początku braliśmy jakichś kosiarzy, ale ja doszedłem do wprawy. Nikt sobie nie zrobi tak jak sam, żeby nie zniszczyć pięknych roślin, kwiatów i tak dalej”.

Obecnie pan Ryszard coraz rzadziej jeździ do swojej wiejskiej chałupy, natomiast pielęgnuje swój przydomowy ogród w Krakowie.

„Całe rzędy hortensji w tym roku obrodziły cudownie. A wokół nich tysiące pszczół, trzmieli, wszelkich owadów, bo to jest miododajne. Mamy też magnolie, rododendrony, azalie, kwitną jedno po drugim. Burze kwiatów. Ogród jest czystą przyjemnością”.

 

Opracowała Agnieszka Marczak. 

 

 


O cyklu MIKROHISTORIE 

 

Spoglądamy na przedmioty z kolekcji MEK oczami ich dawnych użytkowników. Co miesiąc rozmawiamy z inną osobą, by móc usłyszeć niewypowiedziane dotąd historie rzeczy z perspektywy ludzi, do których one należały. Powstają w ten sposób opowieści: o domu, dzieciństwie, podróżach. Innym razem: o pracy, wierze, pięknie i miłości. Mikrohistorie o życiu, po prostu. 

Wybrane obiekty oraz fragmenty rozmów z ich byłymi użytkownikami można oglądać w Ratuszu na Placu Wolnica 1, bez konieczności kupowania biletu.

Opiekun: Justyna Masłowiec Zadaj pytanie o obiekt

Obiekty powiązane