Fotel – „tron” I Mikrohistorie 26.06.-23.07.2018

zdjęcie zdjęcie

Słuchając tych opowieści, nie da się spokojnie siedzieć w fotelu. Liczne podróże do Azji i nie tylko, w czasach, kiedy zdobycie paszportu graniczyło z cudem. Barszcz wigilijny w Bombaju z ludźmi z czołówki polskiego himalaizmu. Pogawędki z Hajle Sellasjem w Senegalu. Tańce na pakistańskim weselu. Doktor Krzysztof Wolski – legenda etnografii, podróżnik i muzealnik – mógłby swoimi doświadczeniami obdzielić kilka życiorysów. 

 

ETNOGRAF Z PRZYPADKU?

Wolski, jak sam mówi, etnografem został z przypadku. Kiedy studiował ekonomię w Poznaniu, „ktoś ze znajomych przeniósł się na humanistykę i trafił na zajęcia z etnografii do profesora Frankowskiego. I mnie namówiono na pójście na jego wykłady. Jak ja te wykłady usłyszałem, tak stałem się jego uczniem”. Później, niemal przez całe swoje życie zawodowe, Wolski podróżował do Azji, głównie do Pakistanu i Indii, najpierw w ramach własnych badań terenowych, później ze studentami. Tam też nauczył się mówić w języku pasztuńskim, urdu oraz hindi.

 

SEKRETNE PROŚBY UBEKÓW
W czasach PRL nie było łatwo podróżować. Kiedy Wolski jechał na I Kongres Kultury Czarnej Afryki w Dakarze w 1966 roku, był prześwietlany przez UB sześciokrotnie. „Z tym, że ja nabyłem wprawy do rozmowy z nimi i po prostu kpiłem z nich w żywe oczy. I potem, jak widzieli, że ja sobie nic z nich nie robię, to mieli do mnie sekretne prośby. Kiedy jechałem do Dakaru, pytali, czy tam będzie można dostać karty porno. Odpowiedziałem, że chyba nie. Ale jeśli pojadę do Włoch, to pod samym Watykanem im kupię”.

 

LEW JUDY
Podczas Kongresu w Senegalu, Wolski poznał Lwa Judy, czyli cesarza Hajle Sellasjego. „Był niewysoki i z tego powodu, jak stał, to zawsze na jakimś dobrym podwyższeniu. Choćby ze względu, żeby nie było, że cesarz jest niższy od kogokolwiek”. Wolskiemu udało się zamienić z cesarzem kilka zdań, pytając o odbudowę spalonych klasztorów w Etiopii. Na pamiątkę po tamtej wyprawie etnograf dostał od Hajle Sellasjego przypinkę Lwa Judy, która obecnie znajduje się w MEK.

 

WOJNA JARUZELSKA
O wprowadzeniu stanu wojennego w Polsce w 1981 roku Wolski dowiedział się od konsula, kiedy przebywał w Indiach. W tym samym czasie spotkał tam polskich alpinistów, którzy wracali z Nepalu. Poznał ich już wcześniej, w górach Afganistanu: „ja z nimi łaziłem w Hindukuszu, mimo że nie lubię tego. Ale łaziłem. Dla towarzystwa”. Kilka dni później po wprowadzeniu stanu wojennego zjedli nawet razem Wigilię: „skąd oni barszcz wzięli? Skąd te alpinistki czerwone buraki wzięły?! W Bombaju pewnie na jakimś markecie”.

 

MAŁE WALIZKI
Z każdej wyprawy badawczej Wolski przywoził mnóstwo rzeczy, które później stawały się muzealnymi obiektami. Wszystko musiał dźwigać sam, dlatego zawsze starał się mieć kilka małych, poręcznych walizek, „od diabła tego było”. Kiedy w końcu udało się dostać bilet na lot powrotny z Indii, okazało się, że żona nie chce go wpuścić do domu. „Chodziłem na swoje drugie piętro, tam i z powrotem, cały ten bagaż zanieść i pod drzwiami dopiero zadzwoniłem do mieszkania. I pierwsze trudności, jakie miałem, to własna moja żona nie chciała otworzyć, bo nie wiedziała, kto tak o świcie, ale dopiero jak zobaczyła, że oba koty przyszły i łaszą się do drzwi, to otworzyła. Taka była moja w ’81 przygoda ze stanem wojennym Wojtusia Jaruzelskiego. Notabene moim kolegą ze szkoły średniej”.

Jednym z przywiezionych przedmiotów jest prezentowany tutaj fotel z Pakistanu, który Wolski kupił na lokalnym targu. Etnograf wspominał, że podobny fotel widział w Afganistanie w 1971 roku. Siedział na nim chłopiec podczas uroczystości po jego obrzezaniu. Ze względu na obrzędowy charakter krzesła/fotelu można nazwać go również „tronem”.

 

SPRAWIEDLIWY WŚRÓD NARODÓW ŚWIATA
Wolski został odznaczony tytułem Sprawiedliwy wśród Narodów Świata. Podczas II wojny światowej nie tylko przynosił jedzenie do getta, ale także ukrywał w domu żydowskie małżeństwo: ją jako gosposię, a jego jako pastucha. „No i oni ocaleli. I jak leciałem do Pakistanu w 1960, to tak sobie ułożyłem trasę, żeby wstąpić do Izraela. No i byłem między innymi u nich. Nawet Żydzi z sąsiedniego miasteczka, jak się dowiedzieli, że przyjechałem, to się zbiegli”. Wolski wypytywał o życie w Izraelu. Jeden z jego byłych żydowskich sąsiadów założył masarnię. Etnograf zapytał, czy ma tam cielęce kiełbasy: „a on mówi: fu! cielęce kiełbasy to niech nasze rabiny żrą z Jerozolimy. My, jak w Polsce, wieprzowinę mamy”.

 

Opracowała Agnieszka Marczak. 

 


O cyklu MIKROHISTORIE

Spoglądamy na przedmioty z kolekcji MEK oczami ich dawnych użytkowników. Co miesiąc rozmawiamy z inną osobą, by móc usłyszeć niewypowiedziane dotąd historie rzeczy z perspektywy ludzi, do których one należały. Powstają w ten sposób opowieści: o domu, dzieciństwie, podróżach. Innym razem: o pracy, wierze, pięknie i miłości. Mikrohistorie o życiu, po prostu.

Wybrane obiekty oraz fragmenty rozmów z ich byłymi użytkownikami można oglądać w Ratuszu na Placu Wolnica 1, bez konieczności kupowania biletu.

Opiekun: Eleonora Tenerowicz Zadaj pytanie o obiekt

Obiekty powiązane