Flirt towarzyski

zdjęcie obiektu zdjęcie obiektu

Sześć kart z zestawu do gry we „Flirt towarzyski”, prawdopodobnie z okresu międzywojennego. Jedna z nich, spoza kompletu, sygnowana przez wydawnictwo „Senzacya”, mieszczące się w Krakowie na ul. Zielnej. Druk na kartonie. Na odwrocie kart odręczne zapiski. Wymiary: 13,4 x 8,0 8,6 cm. Obiekt podarowany Muzeum przez Katarzynę Barańską.


Na każdym z prostokątnych kartoników wydrukowane są ponumerowane i sformułowane pół żartem, pół serio pytania, odpowiedzi i deklaracje dotyczące uczuć, prawdziwych lub tylko udawanych – to gra, w której najlepiej czują się mistrzowie uwodzenia. Wprawdzie w kolekcji Muzeum znajdują się karty „Flirtu” sprzed blisko stu lat, jednak gra jest popularna do dziś. Dowodzą tego artykuły internetowe, pojawiające się na forach pytania o zasady i możliwość kupienia kart oraz dostępność zestawów do flirtowania – wciąż można je kupić lub na własną rękę wydrukować pliki dostępne w Internecie.


Zabawa także dziś polega na podawaniu sobie kart ze wskazaniem numeru wypowiedzi – dzięki temu w towarzystwie osób postronnych (kilku innych uczestników gry) można pozwolić sobie na intymną wymianę zdań, również o podtekście erotycznym. Można też prowadzić kokieteryjną grę z kilkoma osobami jednocześnie. Co ważne, całość odbywa się w konwencji żartu, właściwie bez konsekwencji. Koniec rozdania można uznać za koniec romansu. Chyba że za okrągłymi frazami kryją się prawdziwe uczucia i gra staje się okazją do wyznania miłości – podobno zdarza się i tak.


Jakie podpowiedzi serwują graczom autorzy zestawu kart z początku XX wieku? Np.: „Pocałuj aby nikt nie widział, ale zaraz”, „Tylko nie tak ostro”,  „Czy masz serce z kamienia?”, „Być może”, „Całuję cię w myśli”... Albo: „Polujesz na posag”, „Nie ośmiechaj się dziecino!”, „Jakże cudownie grasz na moich nerwach”, „Nie czerpię cię, bo jesteś pijakiem i karciarzem”, „Dosyć tego”... Albo: „Puk, puk! Uderzam w serduszko”, „Z przyjemnością zezwalam”, „Kocham Cię nad życie”...


Kilka jednostronnie zadrukowanych kartoników znajdujących się w kolekcji Muzeum nosi na sobie ślady intensywnego używania. Każda karta jest u góry numerowana, ale tylko na czterech numery są czytelne (6, 8, 19, 27), a na dwóch pozostałych nie da się ich odczytać (na jednej numer jest zatarty, a na drugiej ubytek kartoniku uniemożliwia odczytanie). Podobnie jest z częścią tekstu – ktoś próbował ratować sytuację „poprawiając” wytarte sentencje ołówkiem, ale i te zapiski z czasem się zatarły albo pozostają zagadką z powodu nieczytelnego charakteru pisma.


Opracowała Dorota Majkowska-Szajer.

Opiekun: Karolina Pachla-Wojciechowska Zadaj pytanie o obiekt

Obiekty powiązane