Kredyt nie żyje

zdjęcie obiektu zdjęcie obiektu

Druk, ręcznie kolorowany farbkami wodnymi, wykonany na grubym papierze, pt. "Crédit est mort, les mauvais payeurs l’ont tué" („Kredyt nie żyje. Zabili go nieuczciwi płatnicy”). Ilustracja zaaranżowana w ramce, napisy w języku francuskim – tytuł umieszczony nad ramką, podpisy tłumaczące sens sceny pod nią (A. Monsieur FLEURET, MAITRE D’ARMES, Il falloit prendre garde à toi. – Pare cete botte. / B. Monsieur JERESOL, Musicien. Tiens, voila du son. / C. Monsieur PINCEAU, PEINTRE. Blanc ou Rouge, cela mést egal. / D. Mon Oie paye tout. / E. GAGNE-PETIT. Temps present: il a bien des compagnons. / F. BON HOMME CREDIT sucommbant sous les coupe des mauvais Payeurs). Pod kreską informacje o autorze: A LILLE, chez MARTIN-DELAHAYE, Fabricant de Cartes et d’Images, Grande Place, Numéro 10, (Maison Pointe et vert).

Scena prawie jak w teatrze: trzech aktorów, którzy w zamaszystym geście wymierzają ciosy czwartemu, leżącemu już bezwładnie na ziemi. W tle postaci drugo i trzecioplanowe. Scenografia neutralna: drzewo, kępki trawy. W zasadzie akcja mogłaby dziać się wszędzie. Towarzyszące bohaterom oznaczenia od A do F pozwalają odczytać ten dramat rozpisany na role.

A: Trzeba się było pilnować. Odeprzyj atak – mówi mistrz fechtunku, pan Floret.
B: A masz! Co za dźwięk! – wykrzykuje wymachujący skrzypcami muzyk, pan Jeresol, którego imię pewnie można by potraktować jako żartobliwe „doremifasol”.
C: Biały czy czerwony, wszystko mi jedno – dodaje malarz, pan Pędzel.
U ich stóp leży F – poczciwy Kredyt – który zginął od ciosów zadanych przez nieuczciwych dłużników.


Autorem tej moralizatorskiej ilustracji jest Henri Alexandre Joseph Martin-Delahaye (1776–1856). Teatrem jest dziewiętnastowieczna Francja. Sceną życie codzienne. Można przypuszczać, że aktorzy to zwykli ludzie, którzy popadłszy w tarapaty finansowe, dopuścili się występku. Morał, jaki wypływa z tej opowieści, jest dość przewrotny – bycie pomocnym nie zawsze popłaca; upewnij się, komu pożyczasz pieniądze, bo jeśli są to osoby parające się zawodami nie dającymi pewnego zarobku, sprawa może wymknąć się spod kontroli. Nie wiemy, do jak radykalnych kroków posuwali się w tamtym czasie poborcy. Haniebny uczynek dłużników każe jednak sądzić, że niespłacenie kredytu mogło wiązać się z równie srogą karą co utrata życia.


Pracę Delahaye’a można odczytać jeszcze w inny sposób: jako próbę zwrócenia uwagi rządzących na trudną sytuację finansową artystów. Jeśli tak, to w swoim zamyśle Delahaye byłby bliski Williamowi Hoggartowi (1697–1764), prekursorowi angielskiego malarstwa rodzajowego, który obnażał ludzkie występki, posługując się satyrą, ironią, humorem. Jako jeden z pierwszych zwrócił uwagę na materialne potrzeby artystów: chciał, by zajmowali wyższą pozycję społeczną, byli niezależni od swoich mecenasów, godziwie wynagradzani, oraz by prawo broniło ich praw autorskich. To dzięki jego staraniom w 1734 roku parlament brytyjski przyjął ustawę chroniącą prawa autorskie miedziorytników przed nadużyciami (Engraving Copy Right Act).


Może więc także Delahaye’owi zależało na poruszeniu kwestii wynagradzania osób mających wolny zawód? Pewnie nie bez powodu na dole pracy umieścił adnotację, że Wytwórnia Kart i Obrazków mieści się na Grande Place pod numerem 10 (dom pomalowany na zielono). Adnotacja, swoista reklama z tamtych czasów, miała przyciągnąć klientów. Może gdyby artyści i rzemieślnicy godziwie zarabiali, nie wdawaliby się w skandale i nikt nie krzyczałby pod ich adresem – „Co za towarzystwo!” – jak uczynił to biedak oznaczony literą E? I tu sytuacja się nieco komplikuje. Pierwsze intuicje zawodzą, bo uznanie uznaniem, z drugiej jednak strony, gdy nie można na nie zapracować dorobkiem artystycznym, może bez rezygnacji z twórczości trzeba poszukać innego sposobu zarobienia pieniędzy? Delahaye zdaje się wytykać niezaradność i brak gotowości mieszczan do podjęcia pracy, która mogłaby „ubrudzić ręce”. W kontraście stawia biedaka zajmującego się handlem przydrożnym i gęś z sakiewką w dziobie (oznaczona literą D). Biedak, choć mógłby żebrać, uczciwie pracuje. Gęś – popularny w malarstwie rodzajowym tamtych czasów atrybut nierządnicy i kurtyzany –„płaci za wszystko”, jak głosi podpis pod ilustracją. Żadna praca nie hańbi. Zbrodnia tak.


Inne prace Martina-Delahaye’a można znaleźć w zbiorach Musée des Civilisations de l'Europe et de la Méditerranée.


Opracowała Ewelina Lasota.

Opiekun: Grzegorz Graff Zadaj pytanie o obiekt

Obiekty powiązane