List Felicji Curyło do prof. Romana Reinfussa

zdjęcie obiektu zdjęcie obiektu

Dwie kartki liniowanego, pożółkłego papieru o wymiarach: 29,5 cm x 25,7 cm i  29,5 cm x 16,5 cm, nierówno przycięte z jednej strony, zapisane obustronnie, odręcznie, czarnym atramentem. Do listu dołączona jest mniejsza, wąska kartka, również nierówno obcięta,  wypełniona ornamentem wykonanym różową kredką z jednej a opisem tego wzoru – też różową kredka – z drugiej strony. List napisany w Zalipiu, 8 marca 1951 roku; darowany został MEK przez prof. Romana Reinfussa w latach 60. XX wieku. Autorką listu jest Felicja Curyło (1904 – 1974), słynna malarka z Zalipia.

 

Zalipie to wieś położona na Powiślu Dąbrowskim, w północnej części województwa małopolskiego, znana z tego, że utalentowane plastycznie mieszkanki nie tylko dekorowały wnętrza swoich izb mieszkalnych kwiecistymi malunkami, ale owe kolorowe malowidła umieszczały na zewnętrznych ścianach budynków mieszkalnych, a także budynków gospodarczych. Malowanymi kolorowymi motywami kwiatowymi malarki przystrajały płoty, studnie, psie budy, a nawet pnie drzew rosnących przy domu. Robią to zresztą do dzisiaj. Tematem malowideł pokrywających ściany izb są bukiety w koszach, dzbanach, donicach, kwiatowe girlandy, wieńce, szlaczki podkreślające elementy architektoniczne wnętrza. Na ścianach zewnętrznych przeważają większe kompozycje złożone z rytmicznie powtarzających się motywów roślinnych albo duże bukiety, także wyobrażenia zwierząt (głównie ptaki), czasem postacie ludzi. Tradycja ta sięga przełomu wieków XIX i XX.


List skierowany jest do prof. Romana Reinfussa etnografa, znawcy sztuki ludowej, orędownika zalipiańskiego malowania, współtwórcy pierwszego konkursu na najpiękniejszą malowankę (1948 rok, na razie tylko na papierze). Malarka była z nim w przyjacielskich kontaktach. List dotyczy bardzo ciekawego przedsięwzięcia, a jednocześnie wielkiej przygody, która była doświadczeniem nie tylko artystycznym, ale i życiowym. Otóż Felicja Curyło i trzy inne zalipiańskie malarki: Maria Wojtyto, Felicja Kosiniak i Maria Kiwior, zostały zaproszone do ozdobienia sali bawialnej dla dzieci na odremontowanym statku M/S Batory.

 

M/S Batory (M/S ang. motor ship), polski statek pasażerski, transatlantyk wodowany był w 1936 roku, mieścił prawie ośmiuset pasażerów, 1200 ton ładunku, miał siedem pokładów użytkowych. Miał być pływającym ambasadorem i salonem kultury polskiej. Nad jego wystrojem czuwała komisja artystyczna, z którą współpracowało wielu artystów. Zaprojektowali oni całe pomieszczenia (salon, bibliotekę, czytelnię, salę balową), ale i detale: zastawę stołową, karty dań, obrusy etc. Batory był nowoczesną jednostką przeznaczoną do rejsów wycieczkowych. Przede wszystkim miał obsługiwać linię pasażerską Gdynia – Nowy Jork – Halifax. W czasie II wojny światowej pełnił, można rzec, służbę wojskową, pływał pod banderą francuską i angielską jako transportowiec desantowy. Pod banderę polską wrócił w 1950 roku, od 1951 stał się własnością Polskich Linii Oceanicznych. Okazało się wtedy, że statek wymaga przebudowy i remontu. Zaprojektowanie wystroju wnętrz ponownie powierzono polskim artystom. Bawialnią dla dzieci zajęły się malarki z Zalipia.


W liście Felicja Curyło zdaje profesorowi relację z pobytu w Gdyni i na okręcie, bo wie, że profesor na pewno jest tego ciekawy. Opisuje przyjazd do Gdyni i spotkane tam osoby. Pisze, jak wyglądała praca, jaki ornament wymyśliły malarki, jakie zastosowały farby i kolory, jak wyglądały prace wykończeniowe i jaki był efekt (pisownia oryginalna): "jak my całą sale zrobiły tośmy wywłoskowały, włosk z terpentyną i dopiero kwiaty dostały i ściany połysk jakby kwitły a farby do malowania była tempera za  granice a późni po zawłoskowaniu stało noc i na drugi dziej my śkliły watą i nieśmijcie się bo jak przyszła komisja ściany i prace odebrać to się naprawde zdziwili, że takie chłopki potrafiły tak prace wykonać noi musze napisać żeśmy urządziły wichowe to znaczy po zalipsku jak sie prace skojczy, postawiło się piekny bukiet kapitanowi i zaszyłyśmy do obiadu a na stole stoi flacha z rumem i poprosiły my do tej flachy cała komisje i my wichowe poczęstowały a co się nam podobało w Gdyni to szkoda mrugać my na wsi to szkoda ze żyje człowiek i sie tak w tem błocie morduje te 3 tygodnie to sie nom widziało ze my sie dopiero porodziły na świat. życie na pierwszym stole gdzie kapitan i oficerowie i ochmistrze i obsługa od kucharzy i kielnerów na 105”.


Dla autorki listu zapewne dużym przeżyciem był widok statku wychodzącego w pierwszy po remoncie rejs: "byłyśmy jak odchodził Batory, pieknie orkiestra grała poszedł siedemnastego o godzinie 2 po południu, musze jeszcze pochwalić jak pieknie zegnały statki stary rok o północy jak pieknie statki i syreny grały to sie widziało coś pieknego no i co wam więcy opisze byli tam i artyści i malarze różni co robili różne rzeczy na lustrach i szkle, ale nos wszyscy lubieli i mile witali".


Dalej malarka pisze o swojej wizycie u ówczesnego ministra kultury Stefana Dybowskiego, któremu podarowała trzysta malowanek, o pracy przy tworzeniu świetlicy i wystawy w Dąbrowie Tarnowskiej, o wizycie Polskiej Kroniki Filmowej i o kursie w Warszawie, na który ma jechać siedem malarek z Powiśla. Kończy list tak: "no chybam wam opisała wszystko tak po zalipsku nie śmijcie się bardzo z mojego pisania a reszte pośle wam gazete Głos Wybrzeża, gdy my przyjechały do domu przysłał nom jeden z marynarzy i jak przeczytacie to mi te gazete odeślecie bo to mam na pamiątke".


Do listu dołączyła Felicja Curyłowa próbkę tego, jak malarki zdobiły ściany bawialni na Batorym czyli kartkę, na której jest różową kredką narysowany fragment ornamentu, a na odwrocie – opis, wykonany także różową kredką.


Malarki z Zalipia już w latach 30. XX w. zdobiły sale seminarium nauczycielskiego w Tarnowie, w 1949 r. malowały izbę krakowską w Muzeum Etnograficznym w Krakowie i opracowały wzory do druku na tkaninach dla Instytutu Wzornictwa Przemysłowego w Warszawie, tworzyły wzory wyrobów fajansowych we Włocławku. W 1951 r., zaraz po Batorym, zdobiły strop Desy na Starym Mieście w Warszawie. Małowały pawilon na wystawie rolniczej w Lublinie, kioski handlowe w Nowej Hucie, restauracje, kawiarnie w dużych miastach (słynna kawiarnia "U Zalipianek" w Krakowie). A M/S Batory? W połowie lipca 1969 zakończył swoją morską karierę, a 30 marca  1971 wyszedł w swój ostatni rejs, niestety do stoczni złomowej w Hongkongu.

 

Opracowała Barbara Kożuch.

Opiekun: Anna Sulich-Liga Zadaj pytanie o obiekt

Obiekty powiązane