Szopka krakowska I Mikrohistorie 27.11.-21.12

zdjęcie zdjęcie

Od 1937 roku w każdy pierwszy czwartek grudnia na krakowskim Rynku odbywa się konkurs szopek. Może w nim wystartować każdy, ale mierzenie się ze starą tradycją wcale do łatwych nie należy, o czym opowiedział nam Wojtek Barczewski.

 

Wojtek od najmłodszych lat obserwował przy pracy swojego tatę – znanego, krakowskiego szopkarza. Jednak dopiero w trakcie studiów pomyślał, że sam mógłby spróbować swoich sił w szopkarstwie.

 

Pewnego razu musiałem zrobić makietę na zaliczenie jednego z przedmiotów. Tak mi się to spodobało, że pomyślałem, czemu nie spróbować z szopką, aczkolwiek troszkę w innej postaci niż te wszystkie proste szopki. Pomyślałem, że zrobię coś innego, niesymetrycznego.

 

Wojtek nie tylko odszedł od tradycyjnej formy szopek krakowskich, lecz również zmienił nieco charakter samego smoka wawelskiego. Stworzony przez niego potwór przestał być groźny – wzbudzał sympatię.

 

Najwięcej frajdy dał mi smok. W smokach pociągające jest to, że są wyobrażeniem złożonym z wielu zwierząt, z ich najlepszych cech. Dlatego są to takie dość magiczne stworzenia, istniejące w wyobraźni ludzi. Ja sobie smoka krakowskiego wyobrażam raczej w taki sympatyczny sposób niż agresywny. Troszkę odchodzę od tego smoka, który zjadał księżniczki czy też baranki napakowane siarką.

 

Miniaturowa szopka, którą możemy tu oglądać, przyniosła Wojtkowi nagrodę publiczności.

 

Byłem przekonany, że to jest bardzo trudne zajęcie, zwłaszcza że mi się ręce trzęsły. Przy takich szopkach to jest szczególnie trudne, żeby dokleić takie malutkie elementy. Z roku na rok szło mi coraz lepiej. Dochodziłam do wprawy, opatentowałem różne techniki wspomagania, stabilizowania sobie rąk. Lubię robić takie rzeczy manualne, sprawdzać swoje siły w rozmaitych dziedzinach. Kiedyś nawet uszyłem torebkę dla mojej żony.

 

Opracowała Agnieszka Marczak.

Opiekun: Małgorzata Oleszkiewicz Zadaj pytanie o obiekt

Obiekty powiązane