AA
Obiekt tygodnia

Buty panny młodej

82055/1 i 2

 

Para butów, prawy i lewy. Oba podniszczone, choć użyte tylko raz. Raz, a dobrze.

 

Na początku była miłość. Taka od pierwszego wejrzenia. Szybka decyzja o wspólnym wyjeździe na wakacje, a potem – skoro Ela i Radek już wiedzą, że chcą spędzić ze sobą całe życie – ślub i wesele (kościół w Boglewicach, dom weselny w Górze Kalwarii, w rodzinnych stronach pana młodego, gdzie para zdecydowała się zamieszkać na stałe).

 

Uroczystość odbyła się w kwietniu 2011 roku. W organizacji przyjęcia dla stu osiemdziesięciu gości pomagali rodzice, chociaż większość obowiązków należała do państwa młodych. Kupno sukni panna młoda wzięła na siebie. Nawet po wielu miesiącach, w rozmowie z etnografami, wspominała to przedsięwzięcie z wypiekami na twarzy: „Zeszłam wszystkie sklepy możliwe, które były. Tak sobie postanowiłam, że muszę wszystko zobaczyć (…). Muszę być pewna stuprocentowo, że to jest właśnie ta”. A buty? „Buty razem wybieraliśmy” – komentuje lakonicznie Ela. A jednak to nie byle jakie buty.

 

W dzień poprzedzający wesele zostały wystawione za okno – jak zapewniała mama panny młodej, miało to zapewnić piękną pogodę w dzień ślubu. „I tak stały właśnie. Cały dzień, całą noc i była ładna pogoda” – wspomina Ela, choć pamięta też doskonale, że po drodze do domu pana młodego spotkało ją wielkie gradobicie („takie kulki centymetrowe”). Ale to było po drodze. Ślub i wesele odbyły się pod bezchmurnym niebem.

 

To nie jedyny zabieg magiczny z udziałem tej pary (butów). Kolejny, w dwóch wariantach regionalnych, zastosowano najpierw w domu panny młodej (w Małopolsce), potem w domu pana młodego (na Mazowszu). „To jest wkładanie pieniędzy w buta. Żeby w życiu nie zabrakło” – wyjaśniał pan młody. W domu rodzinnym pieniądze wkładali tata i brat, bezpośrednio przed wyjściem do ślubu – narzeczony. „Jednego miałam grosika, to pamiętam od mamy miałam. Od taty miałam sto złotych, od Grześka pięćdziesiąt złotych, a ty dwieście wkładałeś mi, jak przyjechałam” – przypomina mężowi Ela.

 

I jeszcze porwanie (na niby – znowu czary): podczas wesela, w środku nocy, Ela została uprowadzona przez kilku mężczyzn, a zadaniem Radka było wykupić ją z rąk porywaczy. Walutą w tej transakcji była wódka. „Ja stałam bez butów, bo to z buta się pije. […] Wsadza się w but tą literatkę i się nalewa. […] Dwa były do wykupienia aż buciki. Jak wykupił tego ostatecznego, to on mi oczywiście zakładał te buty i razem szliśmy na salę”.

 

Choć ledwie widoczne spod imponującej sukni, buty panny młodej miały też nie lada rolę do odegrania w kościele. Na podeszwach narzeczonego Ela napisała czarnym markerem „Help me”, co miało być żartobliwym komentarzem do pożegnania stanu kawalerskiego. W dniu ślubu, tuż przed wyjściem z domu, pożałowała, że nie przygotowała podobnego hasła dla siebie. Ela: „Już wychodziłam, już zakładałam te buty i mówię tak: [do brata] Piotrek, ja muszę coś sobie napisać. No przecież Radek ma help me, ja też coś muszę mieć. […] I tak myślę: teraz już mąż – nie, bo za długo. To chyba już mąż. Albo jeszcze miałam just married. […] On mówi: Dobra, to już mąż. No i tak. […] W końcu już mąż”. Oba napisy wywołały zamierzoną wesołość gości, gdy państwo młodzi uklękli przed ołtarzem.

 

Nie sposób wreszcie nie wspomnieć, choćby w tym pobieżnym opowiadaniu, że oba buty przetrwały bez większych uszczerbków prawdziwy maraton: od 11 rano, kiedy Ela wyruszyła w drogę na ślub z rodzinnego domu (dobre trzy godziny jazdy do narzeczonego), przez wielogodzinny weselny wir: błogosławieństwo, fotograf, ślub, goście, tańce – aż do rana („O dziewiątej to pamiętam tańczyliśmy jeszcze”). Takie to były buty. Buty na miarę panny młodej.

 

Gdy wszystkie te zdarzenia miały miejsce w Muzeum Etnograficznym w Krakowie trwały już w najlepsze badania współczesnych wesel („Wesela 21”). Ela i Radek stali się jedną z par, które wzięły udział w tym przedsięwzięciu. Wnieśli też swój wkład w powstałą przy tej okazji weselną kolekcję. Oprócz dwóch par butów przekazali Muzeum: zaproszenia na ślub i wesele, zasuszony bukiet panny młodej, figurki na tort, spis zakupów według zamówienia kucharek weselnych, notatki panny młodej, zawieszkę na butelkę z wódką, ubranka na butelki – strój panny młodej i pana młodego, poduszeczki na obrączki, suknię ślubną, welon, bolerko, torebkę, kolczyki, bransoletkę i naszyjnik, diadem, spinki do włosów, garnitur z kamizelką, koszulę, krawat, spinki do mankietów, dwa albumy ślubne. Zostały u nas także nagranie i transkrypcja kilkugodzinnej rozmowy, pełnej emocji, anegdot, wzruszeń – bezcenne źródło wiedzy o tym, jak bywa przeżywane wesele w XXI wieku.

 

Opracowała Dorota Majkowska-Szajer

 

Galeria:

fot. Marcin Wąsik
fot. Marcin Wąsik
fot. Marcin Wąsik
fot. Dariusz Perzanowski
fot. Dariusz Perzanowski


Powrót do archiwum obiektów
Etnokonkretno 2017
ogród zabaw
WMDL
adas
Badania syberyjskie
Rzemiosło 2.0
Strój Krakowiaków zachodnich - badania, monografia, upowszechnienie
Granice
CDK